Według informacji, jakie podała „Süddeutsche Zeitung”, niemieckie służby od dawna wiedziały o tym, że Anis Amri, który w zeszłym tygodniu staranował tirem jarmark bożonarodzeniowy i zabił 12 osób, planuje zamach terrorystyczny. Miał on kontaktować się m.in. z wpływowymi działaczami ISIS.
Niemieckie służby bezpieczeństwa już ponad pół roku temu, w maju 2016 roku, zaklasyfikowały go jako „niebezpiecznego”. Amri przebywał w Nadrenii Północnej-Westfalii, gdzie miał utrzymywać kontakty z radykalnymi muzułmanami, salafitami. Tam też miał spotkać się w z Abu Waalą, który nazywany jest terrorystą, nazywanym „kaznodzieją bez twarzy”. Zatrzymano go w listopadzie, był jednym z kluczowych działaczy ISIS.
Co więcej, Amri wielokrotnie zmieniał miejsce zamieszkania oraz posługiwał się 8 tożsamościami. W notatkach zapisywany, że „znał procedury policyjne i miał umiejętność działania w konspiracji”.
Niemieckie służby miały także świadomość tego, że Tunezyjczyk szukał w internecie… instrukcji budowy bomby rurowej, a także procesami chemicznymi, które pozwalają na budowę materiałów wybuchowych. Miał też w rozmowie z członkiem ISIS zaproponować siebie jako zamachowca-samobójcę.
Wszystko wskazuje więc na to, że tragedii można było uniknąć.
dam/rmf24.pl, PAP, Fronda.pl
