Konserwatywni działacze amerykańskiej Tea Party zaczęli wzywać Republikanów, aby unikać drażliwych kwestii społecznych, takich jak aborcja. Nazywają to "rozejmem w sprawie aborcji i innych tematów".
Działacze Tea Party, do których dołączyli homoseksualni aktywiści, mówią, że chcą zwolnić Republikanów z rozwiązywania drażliwych kwestii społecznych.
- W imieniu ograniczonych rządów konserwatystów, apelujemy o przedstawienie programu legislacyjnego, który będzie odzwierciedlał zasady ruchu Tea Party. Ten wybór to nie był mandat dla Partii Republikańskiej, to nie był mandat do rozprawiania się z każdym problemem społecznym – piszą w liście działacze Tea Party.
Pismo wysłane do organizacji pro life i związanych z tą ideą polityków pojawiło się w tym samym czasie, kiedy organizacje te wezwały do poparcia ustawy, która zakończyłby refundowanie aborcji z funduszy federalnych.
- W bostońskim porcie nikt nie kłócił się o to, czy ktoś jest gejem, albo czy miał aborcję – mówi Ralph King, jeden z prominentnych działaczy Tea Party. - Uważam siebie samego za bardzo konserwatywnego, ale Tea Party niekoniecznie ma się zajmować rozwiązywaniem takich problemów – dodaje.
- Nikt nie chce mówić o kwestiach społecznych, nawet konserwatywni kandydaci, którzy zdobyli poparcie Tea Party – dodaje Christopher Barron. - Nie chcemy wykluczyć z organizacji konserwatystów, ludzie o poglądach pro life są tu potrzebni, ale są tylko częścią tego ruchu – tłumaczy.
- Powyborcze sondaże to dowód na to, że kwestie pro life odegrały bardzo ważną rolę w wyborach i często decydowały o zwycięstwie w bardzo zbliżonych wyścigach – mówi David O'Steen z National Right to Life Committee.
- Tea Party, która zapewnia, że chce się skupić na kwestiach podatkowych, powinna się zastanowić nad kosztami ekonomicznymi aborcji, konsekwencjach zniszczenia 52 milionów ludzkich istnień i jak to wpłynie na ekonomię – komentuje całą sprawę prawnik Tom Glessner.
eMBe/LifeNews
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

