"Prezydent i rząd w ostatnich dniach łagodzili, jak mogli, napięcia na linii Europa–Polska. I dobrze" - pisze Andrzej Talaga na łamach "Rzeczpospolitej". Zdaniem eksperta to konieczne, by spróbować osiągnąć stawiane sobie przez Polskę cele w polityce międzynarodowej i bezpieczeństwie, choćby umocnienie wschodniej flanki NATO.
"Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje tak Unia, jak i Polska, jest konflikt. To spór drugorzędny, jak celnie oceniły polskie władze, i należy go wygasić. Spokojem, merytorycznymi argumentami, ale też polityczną układnością (nie mylić z uległością). Konflikt taki służy wyłącznie Kremlowi" - wskazuje Andrzej Talaga.
Autor wskazuje, że Węgry są tu swoistym europejskim antyprzykładem. Polacy mogą stawiać je sobie za wzór w polityce wewnętrznej, ale zewnętrznej - nie. Węgry mogą jednak pozwolić sobie na więcej, bo ich znaczenie jest w Europie marginalne. Inaczej, niż Polski.
"Polska to inny kaliber. Zdumiewające, że politycy PiS w ogóle stawiają Węgry za wzór. Jeśli już muszą mieć przed oczami model „nieliberalnej demokracji", bardziej nadaje się do tej roli Turcja Erdogana. Państwo potężne, prowadzące suwerenną politykę regionalną, śmiało rzucające wyzwania Rosji. Wzorowanie się na słabych, budowanie z nimi koalicji w UE jest kiepskim pomysłem. Polska musi grać w klubie silnych. Nawet jeśli będzie tam na wyrost" - ocenia Talaga.
Przypomina następnie, że w wyniku rosyjskiej agresji na Ukrainę Polska otrzymała więcej czasu dla swojej wizji bezpieczeństwa Europy. Francja czy Niemcy chciałyby włączyć w tę wizję także Rosję, ale obecnie, po Krymie i Donbasie, jest to niemożliwe. Ten czas polskie władze muszą wykorzystać najlepiej, jak to możliwe.
"Dostaliśmy czas, by utrwalić ten stan rzeczy. Zmarnowanie go na fochy wobec UE byłoby więcej niż błędem; oby polski rząd wytrwał we wstrzemięźliwości, oby nigdy więcej nie odpowiadał już emocjonalnie na prowokacje niektórych europejskich polityków" - kończy Andrzej Talaga.
bjad
