Według ustaleń "Faktu", który powołuje się na źródło w służbach specjalnych, dokładnie 2 marca mówiący po niemiecku mężczyzna zadzwonił do Kancelarii Prezydenta. Co urzędnicy zrobili z tym doniesieniem? Tego nie wiadomo, bo według gazety rzecznik KPRP Marek Magierowski nie odpowiedział na pytania dziennikarzy.

Biuro Ochrony Rządu potwierdza, że taki sygnał wpłynął, ale utrzymuje, że informację o telefonie dostało dopiero w dniu wypadku prezydenckiej limuzyny, czyli 4 marca. Czyli dwa dni po nim. „Podjęto kroki i działania profilaktyczne” – lakonicznie oświadczył nam BOR.

"Może więc w ciągu tych dwóch dni po alarmującym telefonie w stan najwyższej gotowości natychmiast postawiono inne służby?" - pyta "Fakt". I odpowiada: "Nic z tego! Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) informacją o planowanym zamachu zajęła się dopiero 8 marca, choć BOR utrzymuje, że sprawę przekazał ABW 6 marca! Czyli już 4 dni po telefonie".

 JJ/fakt24.pl