Warto przeczytać ten testament w całości. Jest on bowiem niezwykle mocnym świadectwem i zwieńczeniem poetyckiej i osobistej drogi poety do Boga. Świadectwem zwieńczonym modlitwą.

„Moja ostatnia wola i prośba,
jest moim pragnieniem, aby urna z moimi prochami została pogrzebana na cmentarzu ewangelicko-augsburskim przy kościele Wang w Karpaczu Górnym. Proszę też miejscowego proboszcza, aby wspólnie z księdzem kościoła rzymsko-katolickiego (którego jestem członkiem przez chrzest św. i bierzmowanie), odmówił odpowiednie modlitwy. Pragnę być pochowany w ziemi, która stała się bliska mojemu sercu, tak jak ziemia, w której się urodziłem. Może przyczyni się to do dobrego współżycia dwóch rozdzielonych wyznań i zbliży do siebie kultury i narody, które żyły i żyją na tych ziemiach. Może spełni się marzenie poety, którzy przepowiadał, że «wszyscy ludzie będą braćmi». Amen”

Piękne słowa, piękna modlitwa... I świadomość, że Różewicz odnalazł – w swoich bonhoefferiańskich, ale i religijnych poszukiwaniach – Pana.

Tomasz P. Terlikowski