Marta Brzezińska: Ofiary z tacy są motywacją dla księży? Nawiązuję do przyjętej pod koniec sierpnia „Instrukcji w sprawie zarządzania kościelnymi dobrami materialnymi”. Po jej ogłoszeniu pojawiły się pomysły, by na przykład wprowadzić pensje wypłacane księżom przez państwo albo kurię. Czy jednak może się stać, że ksiądz, który wie, że co miesiąc będzie miał zastrzyk gotówki, przestanie się starać? Przecież nie ma w tym nic złego, że odpowiednie wynagrodzenie za wykonywaną pracę, pełni jednocześnie funkcję motywującą. Ksiądz, który wie, że ma tyle i tyle rachunków do opłacenia może będzie się bardziej starał, bo im lepsze duszpasterstwo, tym więcej wiernych w kościele.
Marcin Radomski OFM Cap: To prawda. Dlatego nie ryzykowałbym odgórnego ustalania pensji z bardzo prostej przyczyny – każdy ksiądz, czy zakonnik, który będzie wiedział, że bez względu na to, jaka będzie jakość jego pracy, dostanie co miesiąc pensję, przestanie się starać. To byłoby totalne rozłożenie Kościoła! Nie łudźmy się, pieniądze także są w jakiś sposób elementem, który motywuje nas do pracy. Wiadomo, że to wszystko trzeba poukładać odpowiednio w hierarchii wartości. Pieniądze nie są celem, ale środkiem, którym się dziś posługujemy. Wiadomo, że jako proboszcz muszę zapłacić za ogrzewanie, czy za prąd. Pamiętam taką zimę, kiedy pieniądze uzbierane na tacę nie starczyły w mojej parafii na opłacenie ogrzewania w kościele. To nie jest więc tak, że te ofiary dawane na tace są nie wiadomo jak wielkie. Pieniędzy zwyczajnie często brakuje.
Czyli zatem, im lepiej prowadzone duszpasterwo, atrakcyjne, interesujace kazania, tym więcej kasy z tacy?
Gorliwość motywowana pieniędzmi? Postawiłby sprawę nieco inaczej. Jeżeli duszpasterstwo fukncjonuje normalnie, jeżeli księża są otwarci na parafian, a ludzie widzą, że cały czas coś się w parafii dzieje, to automatycznie włącza się w nich większa troska o tą wspólnotę. Tu chodzi przede wszystkim o poczucie wspólnoty! Jeżeli ja, jako część wspólnoty widzę, że zespół zarządców dobrami kościelnymi nie marnuje mojego wkładu, mojej ofiary, to myślę sobie: „Dałem na tacę, ale widzę, że tu dzieje się naprawdę dużo. Dam jeszcze więcej”. To nie tylko przekłada się na rzeczy materialne, na to, że jest ciepło w kościele albo jest on ładnie pomalowany. Chociaż przyznam, że ogrzewanie w kościele także ma bardzo duże znaczenie, a często księża je wyłączają, bo zwyczajnie ich na to nie stać. To takie proste, zwyczajne rzeczy.
Żeby nie zrobić takich materialistów z księży, którzy mówią dobre kazania tylko po to, żeby zebrać lepszą tacę, dodajmy, że przecież ważne jest także poczucie odpowiedzialności za kościół, do którego przychodzę.
Oczywiście, że tak. Dlatego wcześniej mówiłem o poczuciu wspólnoty. Ofiary są rzeczą wtórną w odniesieniu do tego, co się dzieje we wspólnocie. To łatwo pokazać na przykładzie rodziny. Jeśli wszystko w niej dobrze funkcjonuje, dzieciaki się uczą, to rodzice od czasu do czasu, w ramach jakiegoś wynagrodzenia, zabierają je na lody, czy do kina. To jakiś sposób inwestycji w dzieciaki. Jeżeli jest odwrotnie, to rodzice nie mają powodów, by sprawiać im takie przyjemności. Tutaj jest podobnie.
Wprowadzenie pensji zabiłoby to poczucie odpowiedzialności?
Spowodowałoby zwolnionienie wspólnoty z troski o samą siebie. To byłby bardzo poważny błąd. Lewica, który wychodzi z takimi propozycjami, komentując wspomnianią „Instrukcję...” bezczelnie kłamie. W ogóle pomija się fakt, że instrukcja zachęca duchownych do dobrowolnego ubóstwa i prostoty życia. Przecież jest to wyraźnie napisane. Poza tym, ta średnia pensja wyliczona jest przez GUS, a nie przez Kościół – warto o tym przypominać. Patrząc na to, co dzieje się na Zachodzie, śmiało mogę powiedzieć, że wprowadzenie pensji dla księży przyniesie zanik wspólnoty i poczucia odpowiedzialności za nią. To wprowadziłoby podejście całkowicie urzędowe: idę – wymagam, co także nie pozostajebez wpływu na kwestie moralne. Wraz z wprowadzeniem pensji nastąpiłoby pewne rozprężenie. Pensja zwalnia bowiem od pewnej troski także księży – niezależnie, czy przygotują się oni do kazania czy też nie, dostaną za to taką samą pensję. Dlatego całym sercem jestem przeciwny takiemu rozwiązaniu.
Rozmawiała Marta Brzezińska

