Na Pałacu Prezydenckim powieszono tablicę upamiętniającą katastrofę smoleńską. „W tym miejscu w dniach żałoby po katastrofie smoleńskiej, w której 10 kwietnia 2010 roku zginęło 96 osób – wśród nich prezydent RP Lech Kaczyński z małżonką oraz ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski - obok krzyża ustawionego przez harcerzy gromadzili się licznie Polacy zjednoczeni bólem i troską o losy państwa” - głosi napis na tablicy. Jej wmurowanie i odsłonięcie odbyło się w zaskakującym tempie, bez powiadomienia kogokolwiek, bez uroczystości z udziałem władz państwowych, bez rodzin ofiar tragicznie zmarłych pod Smoleńskiem, po cichu, bez rozgłosu...

Przed Pałacem Prezydenckim poruszenie. Wir kłębiących się ludzi. Większość z nich to dziennikarze, fotoreporterzy, ekipy telewizyjne, relacjonujące odsłonięcie tablicy. I garstka ludzi modlących się pod krzyżem. Tablicy jakby nie zauważyli. - Nie o to nam chodziło – mówi portalowi Fronda.pl Paweł Hermanowski, który od wielu dni przychodzi pod Pałac Prezydencki. Ma żal do władz za sposób załatwienia sprawy. - Tablica została wmurowana i odsłonięta bez powiadomienia ludzi, bez powiadomienia rodzin ofiar. Wczoraj usłyszeliśmy, że w czwartek będzie decyzja ws. tablicy, dziś tablica została odsłonięta, w obecności garstki ludzi – mówi Hermanowski. Dodaje, że z odsłonięciem tablicy władze mogły poczekać np. do 10 dnia miesiąca, gdy pod Pałac przychodzą tłumy.

Zdaniem jednego z mężczyzn stojących przy krzyżu, to nie tablica jest najistotniejsza dla spotykających się pod Pałacem Prezydenckim. - Najważniejszą sprawą jest wyjaśnienie okoliczności katastrofy smoleńskiej. A władzy w Polsce chodzi o to, by całą sprawę zamydlić. Tusk nic nie zrobił w tej sprawie, wszystko przekazał od razu Putinowi, zgodził się, żeby całą sprawę on wyjaśniał. Do tej pory nic nie zostało wyjaśnione. Przez tyle miesięcy można przecież tyle śladów zatrzeć – mówi. I dodaje, że odsłonięcie tej tablicy to zasłona dymna władz. - Chodzi o pretekst, by usunąć krzyż sprzed Pałacu Prezydenckiego – tłumaczy.

Ludzie są jednak podzieleni w sprawie tablicy. Jeden z mężczyzn uważa, że ona powinna zakończyć trwający spór o krzyż przed Pałacem. - Wydaje mi się, że ta tablica to dobre rozwiązanie. Chyba o to chodziło – mówi. Przyznaje jednak, że sposób jej odsłonięcia może budzić zastrzeżenia. - Rzeczywiście została powieszona trochę chyłkiem, dowiedziałem się, że ona wisi przypadkiem – mówi.

Na „skandaliczne” okoliczności odsłonięcia tablicy wskazuje Renata Stefańska. - To skandal, że odsłonięto tę tablicę bez wiedzy ludzi, bez wiedzy bliskich ofiar. Jakby podstępem. Jednocześnie nie było żadnej uroczystości, nie było prezydenta Komorowskiego. Tablica jest mała, nie widać co jest na niej napisane – mówi pani Renata. Jej zdaniem pod Pałacem powinien stanąć pomnik, lub tablica, ale tam, gdzie obecnie stoi krzyż. - To miejsce jest bardziej naturalne – zaznacza. - Tablica wisi zupełnie z boku, nie tam gdzie ludzie by sobie życzyli. Zastanawiam się w jakim kraju my żyjemy. Zupełny absurd – wtóruje jej Hermanowski.

Paweł Hermanowski tłumaczy, że ludzie oczekują okazania szacunku przez władze ofiarom i ich rodzinom. - Część osób próbowała rozmawiać o godnym upamiętnieniu 10 kwietnia 2010 roku. Przecież publicznie mówiono o konkursie na projekt upamiętniający ofiary katastrofy, a tymczasem ta tablica była konsultowana chyba tylko w Kancelarii Prezydenta. My byliśmy zupełnie ignorowani przez władze. Bez konsultacji z nikim wmontowano tablicę. To jest gangsterskie zagranie – mówi pan Paweł.

Jednak jeden z mężczyzn, robiący zdjęcia ludziom i transparentom przy Pałacu przyznaje, że jako obywatel czuje się usatysfakcjonowany takim sposobem upamiętnienia katastrofy smoleńskiej. - Wmurowanie tablicy moim zdaniem rozwiązuje problem. Obecnie należy uporządkować miejsce przed Pałacem Prezydenckim i wprowadzić należyty porządek – tłumaczy. Dodaje, że ludzie modlący się przy krzyżu powinni się przenieść do jednego z kościołów. - Są kościoły, są cmentarze tam należy się modlić – mówi i zaznacza, że pomnik przed Pałacem w obecnej sytuacji nie jest potrzebny.

Inny z mężczyzn nie kryje oburzenia decyzją władz o sposobie upamiętnienia wydarzeń z 10 kwietnia. - W wielu państwach ludzie swoje zwierzęta godniej upamiętniają niż taką tabliczką. To jest kolejna potwarz dla naszego całego narodu. To jest kolejny policzek, plunięcie nam w twarz – mówi. Również Renata Stefańska wskazuje na nieadekwatność decyzji władz i przypomina doniesienia „Gazety Wyborczej” z 3 sierpnia. - Gazeta napisała, że dwa lata temu ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski poparł budowę pod warszawą pomnika żołnierzy bolszewickich. W ten monument będzie wbudowany motyw krzyża. Jednocześnie obecny prezydent nie chce się zgodzić, by ofiary katastrofy smoleńskiej były upamiętnione pomnikiem. To jest jakiś skandal – zauważa pani Renata.

Hermanowski nie wyklucza, że wmurowaniem tablicy władze w Polsce mogą chcieć w sposób świadomy eskalować konflikt. - Mam nadzieję, że nie o to tu chodziło. Jeśli jednak władza chciałaby rzeczywiście eskalować agresję, to chyba zaczynamy żyć w państwie totalitarnym. Stopniowo zmierzamy w złym kierunku – zauważa.

Gdy przychodziłem pod Pałac Prezydencki, przy tablicy stali żołnierze, wokół nich kręciła się policja. Duża grupa dziennikarzy stała naprzeciw tablicy i zbierała materiał dla swoich redakcji. Gdy odchodziłem spod Pałacu, przy tablicy nie było już żołnierzy, nie było dziennikarzy, nie było ludzi. Oni zostali tam, przy krzyżu...

Stanisław Żaryn