- Organizacje ekologiczne we współpracy z rządem chcą zrobić numer i doprowadzić do tego, aby parki narodowe były powoływane bez zgody lokalnych samorządów, które bezpośrednio otaczają parki. To może się dziać tylko wtedy gdy zostanie zmieniona ustawa o ochronie przyrody i do tego się zmierza. To przypomina manewry za rządów Jerzego Buzka, gdy byłem ministrem środowiska i zrobiono szum, że Polska chroni przyrodę, a po cichu chciano sprywatyzować polskie lasy w zaciszu gabinetów.
Dlaczego mieszkańcy sąsiadujący z parkami narodowymi nie chcą ich poszerzenia? Powód jest prosty: zbierają grzyby, jagody, drewno, które przetwarzają. Jak się to zlikwiduje i będzie zakaz wstępu to jest to równoznaczne z brakiem pracy.
Miejscowi ludzie szanują przyrodę, nie są barbarzyńcami. Oni wiedzą kiedy sadzili drzewa w parku narodowym. On jest im bliski. Chce im się jednak wmówić, że on jest pierwotny naturalny. Ludzie którzy sadzili tam lasy nie chcą być wyeliminowani.
Wiele najcenniejszych gatunków na terenie Rospudy czy Puszczy Białowieskiej, występuje w miejscach gdzie las jest zagospodarowywany, gdzie łąki są koszone. Ekolodzy mówią chrońmy te gatunki, bo miejscowa ludność je niszczy. Obraża się ich w ten sposób. Trudno może te prawdziwe realia zrozumieć z perspektywy 24 piętra warszawskiego apartament owca.
W tle tego wszystkiego jest chęć uwłaszczenia się na lasach państwowych i wmawianie, że na tym polega ochrona przyrody. Uruchamia się ruchy ekologiczne i krzyczy, że trzeba poszerzać parki, chronić lasy, które mordują niegospodarni leśnicy. Chodzi o 7 mld hektarów i 400 mld zł w drewnie, piaski i żwiry, węgiel, geotermię i łupki. Lasy państwowe to jest bardzo łakomy kąsek, zwłaszcza jeśli prawo tak się zmieni, że leśne grunty zacznie się przerabiać na działki budowlane.
Chodzi o zrobienie wielkiego szumu. O to idzie ta gra - sprzedać 7 mln hektarów aby stworzyć 100 tys. hektarów powierzchni parku narodowego. Chrońmy nasze dziedzictwo kulturowe i gospodarzy lasów, którzy mają serce do przyrody i wiedzą jak się z nią obchodzić – mówi Szyszko.
Not. Jarosław Wróblewski

