Oczywiście, był także drugi powód, dla którego Majewski stracił pracę w TVN, czyli niekonsultowany z władzami stacji występ w reklamie. A właściwie, nie tyle sam występ, co niepodzielenie się ze stacją zyskami. Powód ten wydaje się jednak mniej istotny, jeśli sięgnąć pamięcią do reklam z udziałem Kuby Wojewódzkiego, który programu w TVN jakoś nie stracił.

 

Co zatem zaważyło na decyzji w sprawie Majewskiego? - On się sprawdzał, kiedy emocje leżały na ulicach. A lemingi nie chcą, żeby się specjalnie śmiano z Platformy Obywatelskiej – wyznał najzupełniej szczerze w rozmowie z Magdaleną Rigamonti Edward Miszczak.

 

Dyrektor TVN tak relacjonuje rozmowę, którą odbył z Majewskim: „Wiem, że powinna być partia, jak PO, która pcha nas ku Europie. Ale jest też miejsce dla PiS, który pamięta, dba o tradycje, historię. Mam rozdartą naturę - mówił w maju i zapewniał, że żarty dla niego kończą się tam, gdzie giną ludzie, więc żartować z katastrofy smoleńskiej nie zamierza". „Bo wyborcy PO to są jednocześnie wyborcy TVN” - stwierdza Miszczak i trudno się z nim nie zgodzić.

 

- A Szymon komentował, ośmieszał, był też reflektorem politycznym – konstatuje dyrektor TVN, tym samym bez żenady wykładając karty na stół. Takiej szczerości po dyrektorze TVN naprawdę chyba mało kto się spodziewał. Nie ma tu choćby cienia hipokryzji. Majewski, jak na satyryka przystało, swoimi żartami równo dokładał opozycji, jak i koalicji. Ale nie wpisywało się to w linie programową stacji, więc musiał się pożegnać ze swoim programem. - I wszystko jasne - TVN to tuba PO, a kto chce patrzeć na świat choć trochę inaczej - odpada. Wyznaje to szef programowy potężnej stacji. I jest to przemowa godna Macieja Szczepańskiego, dyrektora TVP z okresu Edwarda Gierka na zebraniu partyjnym (nie PO, PZPR) – napisał portal wpolityce.pl, komentując sprawę zwolnienia Majewskiego.


Dziennikarze (i widzowie TVN) obrażają się, kiedy nazywa się ich ulubioną stację partyjną przybudówką i nie traktuje poważnie. Kiedy po raz kolejny pojawi się to święte oburzenie warto przypomnieć im bezprecedensowe wyznanie Miszczaka. Odbiorca, kalający serwowany mu medialny przekaz choćby odrobiną własnej refleksji, już od dawna gołym okiem widział to, do czego dziś otwartym tekstem przyznaje się Miszczak, który niczym demiurg, wskazuje tego, kto jest idiota i kretynem, z kogo można dowolnie żartować, a kto jest inteligentem, nietykalną świętością.

 

Zastanawiam się jeszcze nad jedną rzeczą – jak bardzo upokarzająca jest dla dziennikarzy związanych ze stacją TVN świadomość, że tak naprawdę żadnymi dziennikarzami oni są, a jedynie tubami propagandowymi rządzącego obozu. Albo jeszcze dobitniej - „sługusami”, którzy dla dobra sprawy są w stanie zaprzeczać samym sobie.

 

Marta Brzezińska