W moim przekonaniu, wystąpienie Davida Camerona dotyczyło przede wszystkim kwestii reformy Unii Europejskiej. Premier mówił o zasadniczych zmianach jej organizacji na rzecz organizacji, która byłaby bardziej elastyczna, a dopiero później, taki nowy projekt Unii zostałby poddany pod referendum w Wielkiej Brytanii.

 

To referendum w Wielkiej Brytanii, prędzej czy później, musi się odbyć. Moim zdaniem, Cameron ma rację, że chce przesunąć je na termin po wyborach (w roku 2015) i po tym, kiedy będzie można sprawdzić, na ile ten nowy plan bardziej elastycznej, odchudzonej Unii udaje się realizować. Mamy teraz kilka lat na to, żeby negocjować ten projekt.

 

Jestem przekonany, że w tej propozycji jest mnóstwo bardzo pozytywnych, także dla Polski, zmian. Mniej regulacji unijnych to duża szansa na wyzwalanie siły wspólnego rynku, na którym Polska jest mocna. Dlatego byłoby dobrze, gdyby Cameronowi się udało. Czy Brytyjczycy to zaakceptują? Trudno to dziś przewidzieć. To zależy od tego, co będzie przedmiotem zmian. Czy Cameronowi uda się uzgodnić z partnerami europejskimi taki projekt? Jeżeli tak, to myślę, że Brytyjczycy zagłosują za pozostaniem w Unii Europejskiej. Jeżeli nie, to może być różnie, ponieważ nastroje zdenerwowania i zniechęcenia Unią Europejską w Wielkiej Brytanii rosną.

 

Not. Marta Brzezińska