Herszt światowego lumpenproletariatu pisał, że państwo powinno być takie, żeby każda sprzątaczka mogła nim rządzić. No i zaczyna się spełniać, na razie w skali miasta. W Warszawie rządzi „bufetowa”. Jest równie skuteczna, jak Włodzimierz Ilicz i realizuje jego sny.

Nie wszystkie, co prawda, ale bardzo się stara.

Wspólne żony – nie przyjęły się jednak nawet w Związku Sowieckim, mimo że w latach dwudziestych bardzo ten pomysł lansowano. No to może coś innego by uczynić wspólnym?

Niedawno komunizm wrócił do Warszawy za sprawą wspólnych rowerów, wypożyczalni „velo coś tam”. Dla mnie, miłośnika kolarstwa zawodowego i rekreacyjnej jazdy na rowerze – był to szok estetyczny i kulturowy. Brałem udział w wielu treningach kolarskich, wśród bardzo dobrych znajomych ale – nigdy nie usiadłbym na cudze siodełko, nie dotknął czyjegoś siodełka i cudzej kierownicy!

Kwestia estetyczna… kulturowa…

Komunizm, nawet przez tapetę „bufetowej” - jednak śmierdzi, jak onuce czerwonych komisarzy! Sprawa korzystania z tego samego siodełka, z którego ktoś obcy przed chwilą zsiadł – widać nie budzi sprzeciwów. Wielu młodych ludzi (i nie tylko młodych) korzysta ze wspólnych rowerów bez żadnej refleksji. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale jest to sprzeczne z zasadami higieny i estetyki. No, ale trudno. Ja wolę własny rower i moi bliscy też.

Wypożyczalnie rowerów są – to pułapka! – racjonalne. Można sobie policzyć, ile wydamy jeżdżąc na wypożyczonym sprzęcie przez kilka miesięcy i porównać z ceną roweru kupionego na własność. Wyjdzie wynik na korzyść wypożyczalni. Do tego dochodzi brak kłopotu z przechowywaniem oraz kosztów serwisu. Racjonalne, ale obrzydliwe.

Ponadto – co jeszcze ważniejsze – ta racjonalność odziera nas z marzeń. Na przykład marzeń o czymś własnym! Tylko moim, wybranym!

Przecież marzenia – nawet o dobrach tylko materialnych – są dla wielu motywacją do pracy, do zarabiania. A to jest przecież podstawowym „motorem” rozwoju gospodarki. Naszej! Polskiej!

Każdy facet marzy o własnym samochodzie. Każda rodzina chce mieć własny samochód bo to oznacza i wygodę, i demonstruje osiągnięcie pewnego statusu materialnego. Czy to będzie samochód za tysiące, czy za dziesiątki tysięcy, czy z gotówkę, czy w lizingu z „kratką” - każdemu wedle aspiracji. Ale – własny!

Tymczasem warszawska „bufetowa” chce nam zaoferować wspólne samochody! Wypożyczalnie samochodów miejskich! Podobno są plany aby:

„Jeden samochód car sharingowy, czyli taki, który może być wypożyczany, zastąpił kilka prywatnych samochodów […] w Europie wypożyczalnie samochodów popularne są wśród osób, które ze swojego auta korzystały sporadycznie. Wielu decyduje się zrezygnować z prywatnego samochodu, a na niedzielne zakupy [uwaga! Niedzielne! red.] czy okazjonalne wypady zabierają samochód miejski. […] Usługa skierowana ma być przede wszystkim do osób sporadycznie korzystających z samochodu, ma stanowić alternatywę dla posiadania własnego pojazdu.”

Alternatywa dla posiadania własnego samochodu! Własnego! Własności!

Nie udało się komunistom pozbawić nas własnej własności do końca! Choć się bardzo starali! Więc teraz pod pozorem „zdroworozsądkowych” argumentów chcą przekonać nas do wyrzeczenia się i własności, i marzeń o czymś „swoim”, tylko swoim, własnym.

Nie zdziwię się, kiedy usłyszę propozycję „wspólnych” okryć przeciwdeszczowych, gdy tylko nadejdzie jesień, oraz wypożyczalni walonek zimą. Ktoś na pewno podejmie się udowodnić, że z jednych męskich, czy damskich butów zimowych może korzystać kilkadziesiąt osób.

Oczywiście będą się nimi „dzielić” za pomocą specjalnej aplikacji do smartfona!

Tylko z tym może być kłopot! Bo – jednak – taki smartfon to chyba musi być własny… Zarejestrowany!

Piotr Szymanowski