- Tak Ci dobrze poszło, może byś z "Bitwą pod Grunwaldem" spróbowała... - powiedział Adam, syn pani Janiny Panek z Częstochowy, gdy zdobyła ona wyróżnienie na wystawie z wyhaftowaną widokówką "Sydney nocą". I tak się zaczęło.
Janina Panek namówiła do współpracy 30 hafciarek, laureatek różnych konkursów. Pieniądze dał syn. Na samym początku zakupiono kanwę - specjalną dziurkowaną tkaninę do haftu krzyżykowego – oraz mulinę (bawełniane nici do haftu), której na całość potrzeba aż 280 km. Przed rozpoczęciem pracy każda z hafciarek dostała lampkę, kawałek kanwy o wymiarach metr na metr i wzór, jaki ma się na niej znaleźć. Oprócz tego, każda z nich miała również wizytę u okulisty. Przypisał on paniom okulary potrzebne do pracy z bliska.
Hafciarki spotykają się w działoszyńskim Domu Kultury w każdy pierwszy wtorek miesiąca. Sprawdzają co zrobiły, a także porównują, ponieważ elementy nie mogą się od siebie różnić. Każdy krzyżyk musi być równy i tak samo przeciągnięty. A przecież każda z pań ma inną metodę pracy.
Nie wiadomo, czy zdążą skończyć przed 15 lipca, choć bardzo się starają. Muszą "postawić" 8 mln krzyżyków i połączyć je w całość. Zrobią to najprawdopodobniej nicią chirurgiczną lub bardzo cienką żyłką wędkarską. Całość trzeba będzie podkleić flizeliną i wykończyć rzepami, które obraz będą trzymały na ramie. Z nią też jest problem. Ponieważ wykonana z drewna ważyłaby około tony, zostanie wykorzystany styrodur - bardzo wytrzymały styropian.
Hafciarki marzą, aby gotowe dzieło choć na krótko pokazywane było w Sali Rycerskiej na Jasnej Górze. W działoszyńskim Domu Kultury nie ma tak wielkiej ściany. Jednak "Bitwą..." zainteresowało się muzeum włókiennictwa w Łodzi. Oprócz tego hafciarki chcą zgłosić obraz do księgi Guinnessa.
AMy/gazeta.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

