Szwecja – najbardziej proaborcyjny kraj w Europie, kurort międzynarodowej turystyki aborcyjnej. Tu bez problemu usuwa się ciążę nawet w czwartym miesiącu. Teraz także ze względu na płeć.
Kwestia dopuszczalności selektywnej aborcji wywołała zainteresowanie urzędników i opinii publicznej po emisji reportażu w Sveriges Television - pisze "Nasz Dziennik". Dziennikarze dotarli do kobiety z Eskilstuny w południowej części Szwecji, która dwukrotnie zdecydowała się na zabicie dziecka, gdy po badaniach prenatalnych okazało się, że są to dziewczynki.
Kobieta, która urodziła już dwie córki, zażądała amniopunkcji – badań, które zazwyczaj wykazują anomalie płodu lub potwierdzają, że dziecko jest zdrowe – aby wykluczyć ewentualne nieprawidłowości chromosomowe. Jednocześnie zapytała o płeć dziecka, po czym... zdecydowała się na aborcję.
Lekarze ze szpitala Mälaren wysłali zapytanie do ministerstwa z prośbą o wskazówki, jak mają postępować w sytuacji, kiedy pacjentka chce poznać płeć dziecka, mimo iż nie ma ku temu żadnego medycznego uzasadnienia. Resort odpowiedział, że takie prośby należy spełniać. Przypomniał przy tym, że nie wolno odmawiać aborcji do 18. tygodnia życia dziecka.
Precedensowe oświadczenie szwedzkiego ministerstwa zdrowia nie wywołało poruszenia obrońców praw człowieka, którzy w tym przypadku nie dostrzegają żadnych przejawów dyskryminacji ze względu na płeć. Coraz modniejsze "pozbywanie się dziewczynek" nie wzbudza też żadnych protestów feministek.
AJ/ND
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

