Pisaliśmy, że ekipa płetwonurków szukała zagubionej części swojej łodzi. Gdy nurkowie wyłowili 13 urn, postanowili poinformować o odkryciu szwajcarską Agencję Ochrony Środowiska. – Po 50 przestaliśmy liczyć – relacjonuje policyjny nurek Roman Ruetz. – Leżały tam w wielkim stosie – opowiada. Tropem dla policji, który prowadzi  do ośrodka Dignitas było logo firmy pogrzebowej Nordheim. Logo widniało na wyłowionych urnach. Trwa dochodzenie w tej sprawie, a policja na razie stwierdza tylko, że popełniono przestępstwo.

Tymczasem nieco więcej światła na podwodne znalezisko rzuca Sorai Wernli, która do 2005 r. pracowała w Dignitas jako pielęgniarka. – To taśma produkcyjna śmierci, a określenie klinika to eufemizm – mówi, nazywając Dignitas „ośrodkiem przemysłowym”.

Wernli przyznaje, że widziała jak ludzie ośrodka wrzucają do jeziora ok. 300 urn. Prasa przypomina, że w 2008 r. dwóch pracowników kliniki Dignitas złapano na wyrzucaniu do jeziora prochów zmarłych. Szwajcarskie media twierdzą, że chodzi o pieniądze. Rodziny obcokrajowców, którzy są zabijani w Dignitas, nie mogą zabierać prochów swoich bliskich. Powodem są problemy z przekraczaniem granicy.  Z tego powodu ośrodek pobiera też opłatę pogrzebową.

Coraz częściej padają też oskarżenia pod adresem założyciela ośrodka, prawnika Ludwiga Minelli, że w uśmiercaniu samobójców zwietrzył niezły interes. Szacuje się, że w ośrodku Dignitas zabito dotychczas ponad 1000 osób. Według byłych pracowników Dignitas za każdą taką śmierć inkasuje 3-7 tys. euro.

mm/Polska the Times/Telegraph.co.uk/Dailymail.co.uk

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »