Jak powiedział Roger Liebi, szef oddziału SVP w Zurichu, do siedziby partii wciąż dzwonią studenci, profesorowie i inni pracownicy uczelni wyższych, którzy skarżą się na niemieckich naukowców. Jest ich na uczelniach wielu i podobno nawzajem się wspierają.

Liebi uważa wręcz, że Niemcy zmonopolizowali wiele wydziałów uniwersyteckich w całej Szwajcarii, nie tylko w Zurychu, ale też w innych miastach, w tym w stolicy Bernie i we francuskojęzycznej Bazylei.

- Pozostajemy, ze względu na zasięg problemu, w kontakcie z partyjnymi kolegami z innych kantonów – mówi Roger Liebi. Na razie SPV chce, by sprawą zajęła się parlamentarna Komisja Edukacji w Bernie. - Trudno uwierzyć, że mamy w Szwajcarii tak małą liczbę absolwentów, że uciekamy się do przyjmowania tak wielu naukowców z Niemiec – powiedział przywódca partii SVP Oskar Freysinger. Dodał, że w szwajcarskim prawie nie ma mechanizmów regulujących tego rodzaju kwestie sporne.

Według Freysingera jedynym rozwiązaniem byłoby ograniczenie przepływu osób i renegocjowanie umów z naukowcami z Niemiec. - Jeżeli to nie jest to możliwe, to należy podjąć inicjatywę powiedzenia tego ludziom prosto w oczy – twierdzi Freysinger.

Pod koniec ubiegłego roku SVP zorganizowała z inicjatywy młodzieżówki partii referendum, w którym 56 proc. Szwajcarów sprzeciwiło się budowie minaretów w ich kraju. Jeszcze w kampanii referendalnej SVP użyła plakatu, który uznany został nie tylko przez muzułmanów za rasistowski. Plakat przedstawiał czarną owcę wydaloną ze stada białych owieczek, pasących się na fladze Szwajcarii.

MiWi/a-z.ch

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »