Jak wygląda sytuacja portali internetowych na tle prasy i telewizji?
Już teraz media internetowe wygrywają, jeśli chodzi o zyski z reklam, a ich udział w rynku reklamowym nadal będzie wzrastał. Jednak z drugiej strony trzeba pamiętać, że są ograniczenia natury logistycznej - mam tu na myśli infrastrukturę przesyłową. Niespecjalnie można zakładać, że poziom dostępu do Internetu wśród Polaków będzie rósł w takim tempie, jak do tej pory - raczej będzie to następować wolniej. W Polsce nie wiadomo, kto miałby inwestować poprawę infrastruktury. Providerzy internetu nie garną się do tego, bo główni beneficjenci zysków z reklam internetowych (duże portale, Google, Facebook itd.) nie chcą dokładać do tego typu inwestycji.
Czy przewiduje Pan jakieś zawirowania na rynku portalowym?
Wielka Piątka - a więc Onet, WP, Gazeta, Interia i O2 - są niezagrożone. Ale już mniejsze portale czy wortale publicystyczne mogą czuć niepokój ze względu na nowy projekt, który za 3-4 miesiące zamierza wprowadzić w życie Tomasz Lis.
„Nie sądziłem, że tak szybko będę reprezentował media z epoki kamienia łupanego” - tak niedawno powiedział szef tygodnika „Wprost”. Czy faktycznie prasa to już przeżytek?
To stwierdzenie jest trochę na wyrost. Nie można powiedzieć, że czasopisma to już prehistoria. Aczkolwiek trzeba przyznać, że nie mają się za dobrze. Ostatnio największe spadki wpływów z reklamy odnotowała właśnie prasa i ten trend raczej się nie odwróci. Wydawcy widzą więc nadzieję w odpłatnym udostępnianiu wydań ‘online’ na tablety, czy smartfony.
W ciągu ostatnich miesięcy Fronda.pl zanotowała 40-procentowy wzrost czytelnictwa. Jakie są Pańskie przewidywania, jeśli chodzi o wyniki portali - czy też, mówiąc bardziej precyzyjnie, wortali - o profilu prawicowym, konserwatywnym?
Jeśli chodzi o media, Internet to w tym momencie najbardziej rozwojowy rynek w Polsce, więc nie oczekiwałbym drastycznych spadków odwiedzalności, zarówno Państwa serwisu, jak i innych stron sprofilowanych pod kątem publicystyki społecznej. Sądzę, że może być tylko lepiej.
Rozmawiał Michał Oleksy

