Towarzysz Leszek Miller został pierwszym sekretarzem. No dobra, nie towarzysz a pan i nie pierwszym sekretarzem a przewodniczącym, ale czy nazwy mają tu jakiekolwiek znaczenie? Postępowy Sojusz polskiego Zapatero poniósł klęskę sromotną to panowie delegaci poszli do głowy po rozum i cofnęli się bliżej czasów, kiedy czerwona flaga powiewała nad Domem Partii. Aż łza się w oku kręci! Sentymentalizm mnie dopadł i nie umiem odżałować, że zjazd transmitowany nie był, jak to drzewiej bywało, w telewizji. Na przykład w ramach cyklu „Historia na żywo” albo „Powrót do przeszłości”.
Jeżeli mam być szczery to muszę powiedzieć, że kamień z serca mi spadł. Chwała Najwyższemu, że to właśnie Mistrz Zakończeń objął to jakże odpowiedzialne stanowisko a nie, na przykład, Joanna Senyszyn, profesor i pierwszy głos lewicowego chóru. Jak nic mielibyśmy klon palikociarni, a nawet – wieszczba taka mnie naszła – sojusz z Biłgorajczykami. Tylko Bóg jeden wie, co by z tego wynikło. Na szczęście chwilowo nie musimy doświadczać dobrodziejstw takiego połączenia. Już raz mieliśmy szczęście żyć pod rządami zjednoczonego lewactwa, drugi raz tego szczęścia moglibyśmy nie przeżyć.
Tymczasem jest nadzieja. Leszek Miller, mężczyzna znany ze spektakularnych zakończeń, jest nadzieją nie tyle dla SLD co dla nas, ludu pracującego miast i wsi. Czy usłyszymy niedługo słowa „sztandar wyprowadzić”? Kto to wie? Całkiem możliwe, ja jednak jestem zwolennikiem tezy, że nie znajdzie się żaden odważny gotów je wypowiedzieć i sztandar, baner czy jak to się dzisiaj nazywa zostanie ukradkiem zakopany pod jakimś płotem w ciemną, bezksiężycową noc.
Alexander Degrejt

