Merostwo Paryża, na czele z homoseksualnym socjalistą Bertrandem DelanoĎ, ma zamiar znacznie ułatwić kobietom dostęp do chemicznej aborcji – informuje "Nasz Dziennik". W ten sposób chce walczyć z nowym zjawiskiem w publicznej ochronie zdrowia - rezygnowaniem szpitala ze świadczenia aborcji.

Państwowe szpitale twierdzą, że przeprowadzanie aborcji jest dla niech nieopłacalne finansowo. Chemiczna aborcja – twierdzi DelanoĎ - jest tańsza od chirurgicznej. Docelowo ma zostać wprowadzona we wszystkich 23 paryskich ośrodkach planowania rodziny.

Zastępca mera ds. równości między mężczyznami i kobietami Fatima Lalem uważa, że decyzja DelanoĎ to wspaniały pomysł, bo "w społeczeństwie, w którym dostęp do aborcji jest wciąż problematyczny, kobiety będą mogły wybierać między chirurgicznym zabiegiem lub połykaniem w domu aborcyjnych pigułek".

- Aktywiści proaborcyjni przechodzą na emerytury, a aborcja coraz mniej interesuje nowych lekarzy - twierdzi Fatima Lalem. Przekonuje także, że chemiczna aborcja jest "przyjemniejsza dla kobiet", o zagrożeniach dla zdrowia i życia kobiet nie wspominając ani słowem.

Merostwo Paryża szczerze przyznaje, że celem takiej polityki "nie jest zmniejszenie ilości zabijania nienarodzonych dzieci, tylko stworzenie kobietom wyboru między pigułką a narzędziem chirurgicznym, pozostanie u siebie lub pobyt w szpitalu". A wszystko podobno po to, by "czuły się wolne i bezpieczne".

W stolicy Francji dokonuje się co roku prawie 14 tys. zabójstw dzieci poczętych. W 2008 r. uchwalono ustawę zezwalającą na praktykowanie aborcji w centrach planowania urodzin i ośrodkach zdrowia.

AJ/ND

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »