Minister spraw zagranicznych zasiadający wtedy - razem z całym parlamentem w Bonn - nadał informacji bardzo wysoki priorytet i wysłał do tajnych służb, aby ustaliły z organizatorami igrzysk plan działań zapobiegawczych, które... nigdy nie zostały podjęte! Okazuje się, że przez kolejne 40 lat od zamachu 5 września 1972 r., tysiące stron dokumentów mówiących o "amatorskim przygotowaniu" imprezy nie ujrzało światła dziennego (wciąż nie istnieją w rządowych bibliotekach - przyp. red.).
Przez 20 lat o ostrzeżeniu nic się nie mówilo. Zmowę milczenia przerwała jedna z żon zabitych sportowców, która pojawiła się w telewizji, oskarżając organizatorów igrzysk o kłamstwo.
Tymczasem rząd w Berlinie wciąż - z niewiadomych względów - nie potrafił znaleźć dokumentów na ten temat. "Der Spiegel" ujawnia, że właśnie nastąpił przełom. Okazuje się, iż w niemieckich archiwach wywiadowczych i śledczych jest ponad 3,8 tys. dokumentów dotyczących zamachów z Monachium. Były one tak starannie ukryte w magazynach, że nikt nie wpadł na pomysł przestudiowania tejmeniczego stosu papierów. Nie było też na to odgórnego "przyzwolenia".
Co ciekawe, oficjalne potwierdzenie istnienia takich informacji wciąż jest "ponad siły" Niemców.

