Liczba wykonywanych w Holandii eutanazji – jak podaje „The Lancet” - utrzymuje się cały czas na takim samym poziomie. Najnowsze badania wskazują, że liczba wspomaganych samobójstw jest mniej więcej taka sama, jak w roku 2002, kiedy holenderski rząd zalegalizował eutanazję. Niewielki wzrost można odnotować od 2005 roku.

 

Takie uspokajające dane znajdują się jednak jedynie na początku artykułu w „The Lancet”. Okazuje się, że po głębszym przeanalizowaniu tekstu „Trends in end-of-life practices before and after the enactment of the euthanasia law in the Netherlands from 1990 to 2010: a repeated cross-sectional survey", jest wiele powodów do zmartwień.

 

W 2001 roku, przed legalizacją eutanazji, odsetek „śmierci na życzenie” w stosunku do wszystkich zgonów wynosił 2,6 proc. W 2005 roku liczba ta spadła do 1,7 proc, ale już w 2010 z powrotem urosła do poziomu 2,8 proc.

 

Co było przyczyną spadku? Bynajmniej, nie brak zainteresowania eutanazją. Wzrósł odsetek pacjentów, którzy domagali się „śmierci na życzenie” z 4,8 proc. w 2005 roku do 6,7 proc. w 2010 roku. Lekarze też stali się coraz bardziej skłonni do wykonywania tego procederu. W 2005 roku pozytywnie rozpatrzyli 37 proc. zgłoszonych wniosków, a w 2010 roku już 45 proc.

 

Sęk w tym, że lekarze po prostu zmienili metodę uśmiercania swoich pacjentów. Zamiast wstrzykiwać im śmiercionośne substancje, zaczęli praktykować odłączanie ich od urządzeń podających wodę i pożywienie i czekać na pewną w takim przypadku śmierć. Jeśli w statystykach uwzględnimy także taki sposób dokonywania eutanazji – wskazuje dr Peter Saunders - to odsetek pacjentów, którzy poddali się temu procederowi wzrośnie do 15 proc.

 

Inny lekarz, dr Bernard Lo, podkreśla z kolei, że czasem lekarze z opieki paliatywnej po prostu przekraczają granicę, za którą jest eutanazja. Dzieje się tak z powodu niejasnych intencji medyków. Zamiar przyspieszenia śmierci chorego ma istotne znaczenie w holenderskiej definicji eutanazji. O tej intencji świadczą nie tylko wypowiedzi, ale podejmowane przez lekarza działania. Jeśli doktor zwiększa ilość na przykład substancji uspokajających do nieodpowiedniej dla danego człowieka dawki, przy jednoczesnym braku objawów, które wymagałaby takiej decyzji, to znaczy, że lekarz może działać z zamiarem przyspieszenia śmierci pacjenta.

 

eMBe/Bioedge.org