Fronda.pl: Namawia ksiądz ludzi do zrobienia paczek świątecznych dla rodzin, znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej. Skąd pomysł na akcję?

Ks. Jacek Stryczek: Powstał po moim doświadczeniu z żebrakami. Zawsze się zastanawiałem czy nie są to "profesjonaliści w wymuszaniu pomocy", czy oni tej pomocy naprawdę potrzebują. I kiedy się tak zastanawiałem, pomyślałem, że dobry lekarz, to nie jest taki, który choremu automatycznie zapisuje aspirynę. Dobry lekarz to taki, który najpierw dokładnie bada, potem stawia diagnozę, a następnie leczy. I pomyślałem, że trzeba coś takiego zrobić. Tak powstał projekt "szlachetna paczka".

Na czym dokładnie polega ta akcja?

Przede wszystkim musimy sobie zdać sprawę z tego, że naprawdę biednych ludzi w Polsce jest około 10 proc. Dokładnie tyle, ilu tych najbardziej uprzywilejowanych. Pomyśleliśmy, że sztuką jest spotkać te dwie grupy ze sobą i na tym się koncentrujemy. Biedni żyją w getcie i znają najczęściej tylko innych biednych. Tacy ludzie nie proszą i nie żądaj niczego. Uczymy się tego jak ich wynajdywać i jak ich pytać czego potrzebują. A potem wychodzić naprzeciw ich potrzebom.

Jak reagują potrzebujący?

Najpierw są poruszeni, że ktoś ich odnalazł i pyta ich, czego potrzebują. Opowiem pewną historię. Nasi wolontariusze przeszli kiedyś około 100 kilomentrów, by odnaleźć w lesie chatę, w której mieszka ośmioosobowa rodzina - rodzice i szóstka dzieci. Proszę sobie wyobrazić, że oni po nich wyszli. Naprawdę na nich czekali i byli szczęśliwi. Drugie wzruszenie jest już podczas samego ofiarowania prezentu. Kiedy prezent nie jest trafiony, to często żałujemy, że w ogóle go kupiliśmy. Ale kiedy jest trafiony, to człowiek naprawdę rośnie.

I rosną pewnie też ci, którzy są bogaci i dzięki wam dostają impuls do pomocy innym?

My przede wszystkim od nich wymagamy. Ale też udzielamy im wszelkich informacji. Dla wielu to atrakcyjne, gdy mają profesjonalnie przygotowaną stronę internetową, dokładny opis tego, co jest potrzebne. Gdyby tego nie było, niektórzy by się nie zaangażowali. I być może nie zgodziliby się tak łatwo na nasze wymagania. Bo przecież nie chodzi o to, by to była byle jaka paczka – kasza, ryż, cukier i stare ubrania.

Ksiądz stosuje śmiałe i nowoczesne metody reklamowania akcji. Chyba po raz pierwszy w Polsce na taką skalę ktoś wykorzystuje internet do wspieraniu rodzin w potrzebie. To na pewno nie budzi kontrowersji, ale ciekaw jestem, jak został odebrany pomysł z "Grzegorzem Turnauem, który siedzi w pudle"?

Jestem księdzem katolickim i wierzę w Ewangelię. Ona mnie fascynuje. Zasadniczo uważam, że dla jej głoszenia i wprowadzania w życie można stosować także formy przekazu, które są atrakcyjne dla dzisiejszych mediów i ludzi dziś żyjących. Myśleliśmy więc, że to będzie dowcipne i skuteczne, że hasło o Turnale w pudle zostanie odebrane jako dowcip szyty grubymi nićmi. Nic z tego, okazało się, że wiele osób uznało, że Polska to kraj, w którym każdy może być w coś zamieszany, i że Turnau naprawdę siedzi w więzieniu. Będziemy jednak jeszcze pracowali nad pozytywnym wizerunkiem muzyka. Wcześniej mieliśmy hasło: Turnau się nadał i ty się nadasz – tu nie było ani trochę negatywnych emocji. Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że dobroczynność w Polsce drastycznie spada. Z 42 proc. ludzi, którzy pomagali innym w 2005 roku obecnie mamy 26 proc. Wciąż jest potrzeba, aby nad tym pracować, trzeba potrząsnąć ludźmi, jak się da. Ja uczyłem się komunikacji i przekazu od Frondy. Wy też lubicie szokować i grać z odbiorcami dla głoszenia Ewangelii. Razem nam więc po drodze.

 

Rozmawiał Jakub Lubelski

 

Odwiedź stronę www.szlachetnapaczka.pl i pomagaj!

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »