Ruhal Ahmed pochodzi z Bangladeszu. Mieszkał długo w Wielkiej Brytanii, w 2001 roku został schwytany w Afganistanie i oskarżony o terroryzm. Po trzyletnim pobycie w Guantanamo Amerykanie wydali go Brytyjczykom, którzy natychmiast go wypuścili.

Ahmed, wraz z dwoma przyjaciółmi, którzy także byli więźniami Guantanamo, stał się od razu bohaterem i męczennikiem wszystkich, którzy zarzucali Amerykanom znęcanie się nad więźniami (zapominając przy okazji o zbrodniach islamistów). Do odgrywania tej roli nadawał się tym bardziej, że nie udowodniono mu współpracy z Al-Kaidą. Przyznał się do udziału w spotkaniu z Osamą bin Ladenem. Na podstawie jego opowieści powstał m.in. film dokumentalny „The Road to Guantanamo”, nagrodzony Złotym Niedźwiedziem na festiwalu filmowym w Berlinie.

Legenda Ahmeda trwałaby nienaruszona, gdyby nie program telewizyjny „Lie Lab”, w którym wziął udział z innym więźniem Shafiqiem Rasulem. W trakcie programu mieli odpowiadać na pytania prowadzących, będąc podłączonym do wykrywacza kłamstw. Rasul odmówił udziału w eksperymencie, prawdomówność Ahmeda pozostawiła zaś wiele do życzenia. Pod koniec programu przyznał się, iż w czasie swojego pobytu w Afganistanie uczestniczył w obozie szkoleniowym terrorystów, na którym nauczył się strzelać z karabinu AK-47, a także handlował bronią. Dla jego promotorów oczywiście wszystko jest w porządku, bo dodał, że nigdy jednak nie dążył do udziału w szkoleniu, a jedynie trafił na nie „w trakcie wojennej zawieruchy”.

Oprócz „Amnesty International” spotkanie z islamistą-kłamczuchem promuje "Krytyka Polityczna". Jaki bohater, tacy promotorzy.

 

sks/The Guardian

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »