Książka ta, wbrew tytułowi, nie jest tylko po amerykańsku, czyli zgrabnie, z pasją i przekonaniem (bo Hahn jest członkiem Dzieła) napisanym wprowadzeniem do duchowości Opus Dei, ale czymś zdecydowanie więcej. Autor pokazuje w nim bowiem, czym jest Kościół w ogóle, jak rozumieć jego duchowość, i jak pogłębiać swoje życie mistyczne (i to niezależnie od tego, czy jest się, czy nie jest w Dziele).
Tak jest na przykład, gdy Hahn opisuje co oznacza dla Opus Dei ojcostwo Boże i rzuca tę ideę na szerszy plan rozumienia ojcostwa Bożego przez chrześcijan. „Znać Boga jako Ojca, to znać Boga chrześcijan, Boga Jezusa Chrystusa. Tylko chrześcijanie twierdzą, że „Ojciec” to imię Boga. Inne religie uczą, że Bóg jest jak Ojciec, ponieważ stworzenie pod pewnymi względami przypominało ludzkie rozmnażanie (…) W religiach niechrześcijańskich Boże ojcostwo jest ostatecznie kwestią metafory (…) Dla muzułmanów nazwanie Boga „ojcem” to jawne bluźnierstwo, pogwałcenie Bożej transcendencji i prostoty. Według Żydów Bóg postępuje jak Ojciec wobec swego narodu wybranego, ale Jego Ojcostwo nie poprzedza ani stworzenia ani wybrania. Dla chrześcijan natomiast Boże ojcostwo należy do samej Jego istoty. Bóg jest ojciec. To kwestia nie tyle metafory, ile metafizyki” – przekonuje Hahn.
Ale w tej książce nie brakuje także bardziej praktycznych porad. Hahn pokazuje na przykład, jak ważny w życiu modlitewnym pozostaje modlitewny plan dnia i zorganizowanie. „Plan z początku wymaga wysiłku, ale sprawia, że reszta życia staje się mniej męcząca” – przekonuje autor.
Fascynujące pozostają także osobiste wstawki z życia Hahna. Ten konwertyta z protestantyzmu, przez kilka lat żył w podzielonym religijnie domu (żona długo nie mogła pogodzić się z jego konwersją). I wtedy na ratunek małżeństwu przybyło Opus Dei. Scott zwierzył się bowiem jednemu z przyjaciół z Dzieła, że całymi nocami dyskutuje z żoną, kłóci się z nią, a ona zamiast otwierać się na Prawdę, zamyka się nie tylko na Kościół, ale i na rozmowy z nim. „Gil skrzywił się. – O co chodzi – zapytałem. – Co Ci się nie podoba? Gil rzucił mi serdeczne, braterskie spojrzenie i odrzekł. – Daj sobie spokój z apologetyką i spróbuj na nowo rozniecić płomień miłości” – wspominał po latach Scott. I przyznał, że okazało się to o wiele skuteczniejszą metodą przekonania żony, niż wielogodzinne maratony dyskusyjne. I jest to prawda, o której trzeba pamiętać nie tylko, gdy żona jest innego wyznania.
Uważne wczytanie się w książkę Hahna pomaga urodzonym katolikom w odkrywaniu tego, jak wielka jest nasza wiara, i jak bardzo niegodni jesteśmy tego, że zostaliśmy wybrani do bycia w Kościele. Po tej lekturze człowiek zupełnie inaczej śpiewa już pieśń, którą tak często można usłyszeć na chrztach dzieci. Wtedy słowa „O Panie Boże dzięki ci, żeś mi Kościoła otwarł drzwi” – nabierają jeszcze mocniejszego sensu.
Tomasz P. Terlikowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »


