- To, że podpalono budynki urzędów i banków w Grecji jest przykładem buntu na oderwanie się elit rządzących i finansowych od własnego narodu. Władza za cenę utrzymania się przy stołkach jest gotowa do przegłosowania warunków, nawet najbardziej upokarzających dla obywateli. To jednak niczego nie rozwiązuje. Grecki rząd przystając na pomoc unijną 130 mld euro środków pomocowych, które są de facto oprocentowanym wcale nie tak nisko kredytem, bo od 3 do 5 proc. Chodzi więc nie o to, aby Grekom pomoc, ale żeby unijne pieniądze... przez Grecję przepłynęły do zachodnich banków, czy instytucji finansowych. W Grecji więc dalej dług publiczny będzie rósł, choć nikt nie che oficjalnie ogłosić bankructwa państwa. Dopóki Grecja będzie w strefie euro, będzie drogim krajem, a nie z konkurencyjnym – nie stanie na nogi. Euro jest to bowiem waluta zabójcza dla słabych krajów, a dobra dla bogatych jak Niemcy. Ktoś przecież musiał napędzić koniunkturę dla mających dziś duże nadwyżki Niemiec.

 

Jaka dla nas płynie lekcja z Grecji? Zadłużamy się jako kraj na potęgę. Jest to już 815 mld zł, a do tego złoty jest sztucznie umacniany. Musimy w tym roku pożyczyć 120 mld zł na stare długi. Polska jako kraj to jest eldorado dla spekulantów finansowych. Są różne księgowe sztuczki ministra finansów, jak sprzedawane obligacje czy ukrywanie długów. Nie jest dobrze, kraczemy na Grecję, ale zbaczamy na jej drogę. Co jest dziś naprawdę wspólne w Europie, to że zaufanie do elit gwałtownie słabnie - dodaje Szewczak.

 

Not. Jarosław Wróblewski