- Charakter informacji nie pozwala na podjęcie działań przez prokuraturę. Nie mam twardego dowodu, mój informator, w obawie o własne bezpieczeństwo, nie mógłby potwierdzić tego, co mi przekazał – zaznacza były minister obrony narodowej i dodaje, że powodem, dla którego postanowił potraktować te ostrzeżenia poważnie jest jego własna przeszłość. - A traktuję te sygnały poważnie, by nie popełnić błędu z przeszłości. W 2000 r., gdy byłem wiceministrem obrony, zgłosili się do mnie dwaj oficerowie kontrwywiadu z wiadomością, że wewnątrz WSI powołano zakonspirowaną grupę w celu usunięcia mnie z MON. Wtedy zlekceważyłem otrzymany sygnał. Okazało się, że niesłusznie. Po śmierci gen. Petelickiego pomyślałem, że jeżeli ktoś w tajemnicy rozważał, czy mnie usunąć, to będzie dobrze, aby wiedziała o tym też opinia publiczna. Stąd moje oświadczenie – podkreśla.
- Ujawnienie wspomnianego zamiaru zmienia moje położenie o tyle, że teraz ewentualna wersja śmierci samobójczej będzie mniej wiarygodna. Dodam jeszcze, że otrzymaną wiadomość dokładnie opisałem w notatce, która zostanie ujawniona, jeśli pogróżka się spełni. Wówczas może to ułatwić prokuraturze poszukiwanie sprawców. W obecnej sytuacji nic więcej nie można zrobić – dodaje Szremietiew.
Szeremietiew odnosi się także do śmierci generała Petelickiego, przypominając, że „są sposoby zaskoczenia i obezwładnienia także kogoś takiego jak gen. Petelicki”. - Mógł tam być np. znajomy Petelickiego, który z zaskoczenia użył środków paraliżujących ofiarę, a następnie zainscenizował samobójstwo. Sekcja zwłok przeprowadzona z opóźnieniem niczego nie wykaże – podkreśla były minister obrony narodowej i dodaje, że „jeśli ten ktoś znał garaż i wiedział, gdzie kamery są zamontowane, to wiedziałby jak uniknąć zarejestrowania”.
- Jeżeli ma miejsce zdarzenie tragiczne, a media od razu mają odpowiedź, że to na pewno samobójstwo, zaczynam wątpić. Jestem jak najdalszy od tłumaczenia wszystkiego spiskową teorią dziejów. Wiem jednak, że w realnym świecie są spiski i są spiskowcy – mówi Szeremietiew. - Faktycznie ma miejsce wysyp zagadkowych zgonów. Wspomnijmy tajemniczą śmierć Andrzeja Leppera, ale też samobójstwo szefa kancelarii premiera Grzegorza Michniewicza. Takich przykładów mamy więcej. Dociekliwy dziennikarz mógłby zbadać, jak często takie zagadkowe zgony mają miejsce w innych państwach, czy to jest tylko polska specyfika – dodaje.

