Portal Fronda.pl: „Rzeczpospolita” podała dziś kilka szczegółów dotyczących kształtu, jaki może przyjąć Obrona Terytorialna budowana przez MON. Mowa o jednostkach budowanych na podstawie żołnierzy zawodowych. Stan pokojowy OT miałby wynosić kilkanaście tysięcy. Kompania OT miałaby powstać w każdym powiecie; na początek przy granicy z Rosją miałyby powstać trzy brygady. Dodatkowo niewykluczone jest uzbrojenie jednostek OT w ciężki sprzęt.
Prof. Romuald Szeremietiew: Jeżeli OT rzeczywiście miałaby wyglądać w ten sposób, to nie będzie stanowić jakościowej zmiany w system obrony narodowej.
Dlaczego?
Powszechna OT to struktura obejmująca cały kraj. Dlatego nie może liczyć tylko kilkanaście tysięcy żołnierzy. Chodzi tu przecież o element strategii odstraszającej nieprzyjaciela. Powinniśmy zbudować taką OT, z którą wróg musiałby spotkać się w każdym miejscu. Przygotowanie OT do działań tylko na kierunkach natarcia nieprzyjaciela oznacza, że byłaby ona tylko wsparciem dla działań naszych wojsk operacyjnych. Taka OT mieściłaby się w ramach obowiązującej ciągle błędnej koncepcji obrony kraju. Jej podstawę stanowią działania wojsk operacyjnych, które przeciwstawiają się agresorowi. OT zaś ma być tylko formacją wspierającą.
Mówi się też o ciężkim sprzęcie. Płk Krzysztof Gaj, szef Zarządu Organizacji i Uzupełnień Sztabu Generalnego, mówi o „siłach zdolnych do przerzutu”, których organizacja i wyposażenie miałyby być wzorowane na amerykańskiej Gwardii Narodowej.
Jeżeli jednostki OT miałyby mieć ciężki sprzęt, na przykład czołgi, to musiałyby być mobilne, co w ogóle nie jest zgodne z modelem powszechnej OT przeznaczonej do obrony miejscowej. Stany Zjednoczone są supermocarstwem i amerykańska Gwardia Narodowa jest przygotowana do zadań wynikających z doktryny wojennej USA. Jednostki Gwardii są np. wysyłane na misje zagraniczne. Polska musi zadbać o obronę własnych granic. Przyjęcie modelu Gwardii Narodowej dla polskich sił terytorialnych jest w moim przekonaniu rozwiązaniem fałszywym. Płk Gaj jest byłym oficerem wojsk pancernych. Ma wykształcenie i doświadczenie oficera wojsk operacyjnych i rozumuje tymi kategoriami. Dlatego nie dziwi mnie to co proponuje, ale z punktu widzenia naszych potrzeb obronnych to co proponuje jest nieodpowiednie. Nie jesteśmy w stanie uzbroić polskiej OT tak, jak jest uzbrojona Gwardia Narodowa USA. Ma ona na wyposażeniu 1800 czołgów Abrams, śmigłowce Apache i kilkaset samolotów F-16. W naszym przypadku to będą stare czołgi i transportery i w razie starcia z nowocześnie uzbrojonym wrogiem tak uzbrojona OT nie będzie miała żadnych szans. Lepiej nie fundować żołnierzom OT rzezi.
Mówi się jednak o kompanii w każdym powiecie. Nie realizuje to postulaty powszechności OT?
To jest, oczywiście, dobry kierunek. Kompania w każdym powiecie to może być zaczątek sił, o których mówię. Pytanie jednak, jak to zamierza się zrobić. Z jednej strony kompanie OT w każdym powiecie, z drugiej jednostki OT uzbrojone w ciężki sprzęt? To się razem nijak nie składa. Albo oznacza, że w MON jeszcze toczy się dyskusja i są różne pomysły, co do kształtu przyszłej OT, albo mamy do czynienia z niespójnym planem.
A co sądzi pan profesor o liczbie kilkunastu tysięcy żołnierzy OT w czasie pokoju, kilkudziesięciu w czasie wojny?
Wskaźniki ilościowe muszą wynikać z potrzeb, z ustalenia jakimi siłami będziemy się bronić. Tymczasem w polskim przygotowaniu do obrony te wskaźniki są brane z sufitu. Nikt nie był mi w stanie wytłumaczyć w oparciu o jakie przesłanki ustalono, że pokojowy stan armii polskiej ma wynosić 100 tysięcy żołnierzy. A dlaczego nie 80, 200 lub 500 tysięcy? A sprawa ta jest prosta. Ustalamy jaki mogą być zagrożenie i odpowiadamy jakimi siłami zdołamy się obronić. Stosownie do tego, biorąc pod uwagę posiadane środki finansowe, ustalamy liczebność naszej armii.
Dzisiaj MON mówi już o 150 tysiącach regularnej armii.
Minister Siemoniak mówił o 130 tysięcy, nowe kierownictwo chce podnieść liczebność armii o dalsze 20 tysięcy. Bez wątpienia możliwości obrony są większe, jeżeli ma się 150 tysięcy żołnierzy niż 100 tysięcy. Problem jest jednak taki, że to nadal nie gwarantuje Polsce bezpieczeństwa. Mamy dysponować siłami zbrojnymi, które będą odstraszać agresora – rzecz nie w ilości żołnierzy, ale w sposobie na obronę, a więc w strategii. Polska ma duże terytorium, zamieszkane przez kilkadziesiąt milionów ludzi, sąsiedzi są bardzo konkretni: w „kaliningradzkiej obłasti” znajduje się 800 czołgów, a do granic z Polską wyrąbano w lasach przejścia. Polska ma trochę ponad 900 czołgów. Wciąż brakuje Polsce wiarygodnej, odpowiedniej do naszego położenia strategii bezpieczeństwa narodowego.
Zmiana kierownictwa MON nie przynosi jeszcze jakichś wyraźnych przemian?
Za wcześnie, by wyciągać dalej idące wnioski. Zmiana rządzących nastąpiła stosunkowo niedawno. Minister Macierewicz musi po pierwsze ogarnąć resort, a to nie jest łatwe zadanie. Musi też kontynuować pewne prace, których nie można przerwać. Musi rozstrzygnąć w sprawach, które zostały podjęte przez poprzedników, a które niekoniecznie powinny być procedowane, jak choćby sprawa śmigłowców. Na razie nie można wymagać zbyt wiele. Powtarzam jednak, że nie da się zbudować odpowiednich dla naszych potrzeb sił zbrojnych, jeżeli nie będziemy posiadać strategii, na podstawie której można będzie je tworzyć. Takiej strategii nie mamy, bo to, co zostało w spadku po poprzednim kierownictwie resortu, nie nadaje się jako podstawa sił zbrojnych RP.
Jak więc ocenia pan profesor dotychczasową działalność nowego kierownictwa MON?
Dotychczasową pracę ministra Macierewicza oceniam pozytywnie. Uważam, że zarysowano bardzo wiele ciekawych kierunków – zwłaszcza na odcinku wojsko przemysł obronny, to dobrze. Moje wątpliwości co do OT dotyczą przede wszystkim pewnego zamieszania, jakie dostrzegam. Niewątpliwie jednak minister zainteresował się sprawą OT, powołał pełnomocnika do jej stworzenia, był obecny na ćwiczeniach pasjonatów OT , które zorganizowało stowarzyszenie Obrona Narodowa. Zainteresowanie wiec istnieje i jest ono rzetelne. Nie dostrzegam w tym zabiegów propagandowych. A co do OT - pewne rzeczy robiłbym inaczej.
