Tekst Jarosława Makowskiego i pastora Kazimierza Bema odnosi się do słów katolickich i ewangelickich duchownych, którzy odcinają się od ideologii gender, a także nie są zachwyceni działalnością Jerzego Owsiaka. To właśnie takie nauczanie określają oni mianem „pogardy, nienawiści, poniżania całych grup społecznych”. I przeciwko nim domagają się reakcji wiernych.

„Gdy zamiast Ewangelii Jezusa Chrystusa - a więc Dobrej Nowiny - słyszymy pogardę, nienawiść, poniżanie i wykluczanie całych grup społecznych, teorie spiskowe czy zwykłą podłość, obowiązkiem chrześcijanina jest zareagować” - oznajmiają. W jaki sposób? „... wyjść z kościoła, albo krzyknąć: "Księże, opamiętaj się!". To nasze prawo i nasz obowiązek. Jeśli bowiem nie zaczniemy wymagać sami, któż do zachowania umiaru i rozsądku skłoni Kościół i jego duchownych?” - oznajmiają panowie Bem i Makowski.

Jak taki protest może wyglądać? Oto propozycja "myślicieli"{. „W niedzielę 23 lipca 1637 r. edynburska mieszczanka Jenny Geddes rozpoczęła, jak się potem okazało, nieodwracalne zmiany społeczne w Szkocji. Zresztą nie tylko tam. Otóż owej niedzieli, gdy pomimo ostrzeżeń dziekan miejskiej katedry zamiast kalwińskich modlitw rozpoczął nabożeństwo według liturgii anglikańskiej, Geddes rzuciła w niego stołkiem, krzycząc: "Niech ci diabeł ześle kolkę żołądka, klecho! Jak śmiesz mi śpiewać rzymską mszę do ucha!". W jej ślady poszła reszta wiernych i pod ostrzałem kamieni, stołków, modlitewników, a także martwych psów i kotów (!), dziekan musiał uciec z Edynburga, co dało początek wydarzeniom, których kulminacją było stworzenie pół wieku później demokracji parlamentarnej w Wielkiej Brytanii” - oznajmiają i dodają, że „z utęsknieniem czekamy na polską Jenny Geddes”.

TPT/Wyborcza.pl