Szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow rozpoczął wizytę w Polsce. W ramach niej wziął udział w naradzie ministra Radosława Sikorskiego z polskimi ambasadorami oraz wygłosił przemówienie o stosunkach polsko-rosyjskich. Narada ambasadorów, odbywająca się co roku, jest okazją m.in. do omówienia założeń polskiej polityki zagranicznej. Udział w niej jest szczególnie ważny dla szefów placówek z państw nienależących do Unii Europejskiej. Dzięki niej mogą oni poznać założenia polityki unijnej Rzeczypospolitej.
Zapytaliśmy, czy to dobrze, że na spotkaniu z polskimi ambasadorami obecny był szef rosyjskiego MSZ?
Paweł Kowal, były wiceszef MSZ, europoseł PiS:
Wizyta Siergieja Ławrowa w Polsce pokazuje ostateczne przewartościowanie polskiej polityki zagranicznej. Ono nastąpiło już dużo wcześniej, również w kontekście Unii Europejskiej, NATO, czy naszej polityki związanej z bezpieczeństwem międzynarodowym. Zaproszenie szefa rosyjskiego MSZ na naradę polskich ambasadorów z ministrem Sikorskim to jednak przesada. Stosunki polsko-rosyjskie nie rozwijają się tak, jak rząd zapowiadał, brak jest postępu w kluczowych dla Polski sprawach, choćby w sądowej sprawie dot. zbrodni katyńskiej. Tak daleko idące wyróżnienie rosyjskiego ministra nie znajduje więc uzasadnienia w realnych stosunkach z Rosją.
Nie wydaje mi się jednak, żeby wystąpienie Siergieja Ławrowa mogło wpłynąć na polskich ambasadorów. Oni będą słuchać polskiego ministra. Jednak zaproszenie szefa MSZ Rosji, jako specjalnego gościa i jego wystąpienie, muszą zostać odebrane jak wskazanie polskiego rządu. Szefowie polskich placówek nie zrozumieją tego w sposób literalny, nie będą powtarzać tego, co powie Ławrow. Będzie to dla nich raczej sygnał, że w polskim MSZ istnieje preferencja dla uwzględnienia w sposób szczególny argumentacji rosyjskiej w polityce.
Artur Kacprzak, dziennikarz portalu eastbook.eu:
Zaproszenie Siergieja Ławrowa na spotkanie z polskimi ambasadorami to rodzaj taktyki. My możemy go posłuchać, możemy go zaprosić, ale robić swoje. On poczuje się wtedy doceniony, my zyskamy wdzięczność, za którą możemy o coś prosić Rosjan. Czy nasz minister to jakoś wykorzysta – to się okaże. Wizyta Ławrowa to również dowód na zupełną zmianę polskiej polityki zagranicznej. Polska buduje nowe stosunki w relacjach z Rosją, ale również stara się odgrywać rolę aktywnego uczestnika międzynarodowych stosunków europejskich. Celem polskiej polityki zdaje się być wciąganie Moskwy we współpracę. Lepiej mieć Rosję ujarzmioną współpracą, niż nieprzyjazną, nastawioną wrogo do nas. Polsce powinno zależeć na spokoju, na istnieniu przewidywalnego partnera na Wschodzie, który nie będzie nam przeszkadzał w prowadzeniu polityki. Z Rosji słychać natomiast głosy o potrzebie wprowadzania zmian, przeprowadzania reform. Jeśli jest więc jakaś szansa na wciągnięcie Moskwy w proces modernizacji, to powinno nam na tym zależeć.
Nie musimy się bratać z Rosją, tu nie chodzi o przyjaźń - chodzi o pragmatyzm. Być może jest coś w kontaktach z Rosją, co będzie można wykorzystać dla naszych celów. Kontakty z Moskwą mogą nam również pomóc w podniesieniu poziomu polskiego statusu w oczach zagranicznych partnerów, głównie Niemców i Francuzów. Oni patrzą na nas, jakbyśmy mieli napisane na czole "rusofob". Przez to nas nie słuchają, nasze postulaty – skądinąd bardzo słuszne i trafne – przestają w ogóle trafiać do adresatów. Dlatego warto pokazywać Berlinowi czy Paryżowi, że możemy prowadzić normalne stosunki z Rosją. Oczywiście na razie mamy do czynienia z pewną grą na wyczucie. Wizyta Ławrowa będzie więc również probierzem tego, co Polsce dotąd udało się ugrać.
not. żar
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

