Sekretarz generalny NATO wyraził swoje zaniepokojenie dotyczące faktu, że, jak twierdzi, rosyjskie samoloty w Syrii nie atakują pozycji ISIS, lecz rebeliantów walczących z reżimem Baszara Al-Asada.
"Jestem szczególnie zaniepokojony, ponieważ ze strony Rosji nie było żadnych poważnych wysiłków, aby usunąć zagrożenie, że rosyjskie ataki w Syrii będą kolidować z trwającymi walkami dowodzonej przez USA koalicji z IS" - powiedział Jens Stoltenberg. Dodał przy tym, że Rosja uprzedziła kraje zachodu, że będzie wspierać militarnie Asada.
Szef NATO zaapelował do Rosjan, aby ci w miarę możliwości ograniczali natężenie nalotów i szukali dyplomatycznego zakończenia konfliktu w Syrii. Wg norweskiego polityka wspieranie Asada wcale nie musi w tym pomóc.
Źródła zachodnie w tym brytyjskie i amerykańskie często kwestionują intencje Władimira Putina, mówiąc że wbrew zapewnieniom o atakowaniu jedynie strategicznych punktów i baz Państwa Islamskiego, samoloty ostrzeliwują również pozycje syryjskiej opozycji. Nie podoba się to tak zachodnim politykom, jak i komentatorom.
Wg szefa Pentagonu Ashtona Cartera ataki zostały przeprowadzone najprawdopodobniej na obszarach, gdzie nie ma wojsk IS. Podkreślił jednak, że w tej chwili trudno jednoznacznie określić, jakie obiekty zaatakowano. Jeżeli przypuszczenia Cartera okazałyby się prawdą, oznaczałoby to, że Rosja postąpiła wbrew wcześniejszym ustaleniom z USA. Prezydent Obama przystał bowiem na interwencję wojsk rosyjskich w Syrii pod warunkiem, że atakowane będą tylko pozycje Państwa Islamskiego
Natomiast syryjska opozycja przekazuje informacje, z których wynika że w nalotach ucierpiała ludność cywilna. Wg Syryjczyków miałoby to być kilkadziesiąt osób, zaś francuska agencja AFP podała liczbę 36 zabitych cywili.
MW/telewizjarepublika.pl/afp.com/tvn24.pl/alaraby.co.uk/telegraph.co.uk
