Generał Marian Janicki po katastrofie smoleńskiej publicznie zapewniał, że podległe mu służby były obecne na lotnisku w Smoleńsku w momencie, gdy rządowy Tupolew lądował 10 kwietnia z polską delegacją na pokładzie. Jak ustaliły "Wiadomości", jego słowa podważają ustalenia Prokuratury zajmującej się śledztwem ws. katastrofy.

W "Wiadomościach" TVP ujawniono zeznania oficerów BOR, według których Rosjanie nie zgodzili się na ich obecność na lotnisku w Smoleńsku. Dodawali, że w związku ze stanowiskiem Rosjan lotnisko w Smoleńsku nie zostało sprawdzone, a oni sami na polską delegację czekali w Katyniu.

- Zarówno w dniu 7 jak i 10 kwietnia 2010 r. funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu nie byli obecni na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku. Przebywali wówczas w Katyniu. Na miejsce katastrofy udali się bezpośrednio po otrzymaniu telefonicznej informacji o katastrofie – głosi oświadczenie Prokuratury wysłane redakcji "Wiadomości".

Premier Donald Tusk sprzeczności w zeznaniach szefa BOR i podległych mu ludzi nazwał "kontrowersjami". - Na pewno poproszę o wyjaśnienie, jeśli chodzi o sprzeczności. Bo funkcjonariusze publiczni - czy to jest szef BOR-u czy funkcjonariusze - muszą mieć podobne informacje i podobny pogląd w sprawach, które ich dotyczą. W tej sprawie będę chciał, żeby mi wyjaśniono, na czym polega kontrowersja – mówił dziennikarzom. Jeśli generał Janicki będzie nadal obstawał przy swojej wersji może usłyszeć zarzuty ukrywania wiedzy przed prokuraturą.

Oprócz wyjaśnień dotyczących sprzeczności w zeznaniach oficerów BOR opinia publiczna powinna się również dowiedzieć, dlaczego strona rosyjska nie wpuściła naszych funkcjonariuszy na lotnisko w Smoleńsku akurat teraz. Jak twierdzi były szef Biura generał Mirosław Gawor, przy wizytach w poprzednich latach polska strona nie otrzymywała takich zakazów. W najbliższych dniach można oczekiwać pierwszej od 4 miesięcy konferencji prasowej generała Janickiego.

żar/Wpolityce.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »