- Wiele jest miejsc i środowisk, i bardzo intelektualnych, i bardzo radykalnych, gdzie od lat odbywa się krytyka Kościoła. Teraz ta krytyka przestała brzmieć jak bicie piany, jak temat zastępczy, jak „ujadanie piesków", jak to kiedyś powiedział prymas Glemp, jak jakaś niestosowna mowa po nic. Teraz te głosy zaczęły być chciwie słuchane. Ludzie są tego ciekawi - mówi Kaziemiera Szczuka.
Według niej, 10 proc. poparcia w wyborach dla Ruchu Palikota oznacza, że "ujawniła się duża grupa zwolenników głoszenia haseł świeckości państwa bez lęku, winy i wstydu". - To jest nowe. Stara lewica SLD-owska na ogół ich nie głosiła, a jeżeli już – to z lękiem, winą i wstydem. Oczywiście, oprócz wyjątków takich jak Kalisz, Balicki czy Jaruga-Nowacka. Ale czy oni mieli wpływ na politykę partii wobec Kościoła? Nie - stwierdza Szczuka.
Szczuka twierdzi też, że świeckość państwa jest "ideą oczywistą, a zarazem nieoczywistą". - Bo jeśli jest prawdą sondaż, który „Gazeta Wyborcza" zrobiła dzień po dyskusjach na temat krzyża, to okazuje się, że 70 proc. Polaków mówi, że krzyż im nie przeszkadza, że wręcz być tam powinien. Z jednej strony Polacy mają dosyć hegemonii kościelnej, finansowej, symbolicznej i moralnej, ale z drugiej strony potoczne jest też to myślenie utrwalane przez dawną i nową endecję, że my, Polacy, krzyżem się legitymujemy w Europie i jest to coś, czego nie oddamy... - uważa Szczuka.
eMBe/Wprost.pl

