Zaskoczyły pana wyznania w dzisiejszej „Rzeczpospolitej” mec. Rogalskiego?

To zachowanie dotyczy etyki adwokackiej. Ludzie mu zaufali, on ich reprezentował. To nie jest tak, że adwokat wyraża swoje własne opinie jak publicysta. Ludzie z wymiaru sprawiedliwości nie mogą mieszać tutaj ról. Tak wyszedł wcześniej ze swojej roli sędzia Tuleya, podobnie i mecenas Rogalski. Funkcję w wymiarze sprawiedliwości pełni się z czyjegoś zaufania.

Jednak nastąpiła duża przemiana tego człowieka...

Tak, dziwię się jej. Zaskakujące, że można przejść tak gwałtowną przemianę własnej opinii. On zaprzeczył nagle tym trzem poprzednim latom. Dlaczego tak bardzo zmienił stanowisko? Tym bardziej, że fakty jednak zmierzają bardziej w stronę oczekiwań rodzin, które reprezentował. Jeśli on przeżywa traumę, to nie należy zaraz z tym iść do mediów i mówić publicznie. Choć ta zmiana mózgu i wrażliwości Rogalskiego jest dla mnie przedziwna.

Wywiad był też mocnym uderzeniem w Antoniego Macierewicza. To wpisuje się w ostatnią nagonkę tego posła.

Tak, Andrzej Stankiewicz, który rozmawiał z Rogalskim buduje taką tezę anty-Macierewiczową. On wysnuwa, że Macierewicz jest w PiS coraz bardziej izolowany, a ten wywiad to część jego większej narracji. Ten kontekst wywiadu z Rogalskim jest dla mnie smutny jeszcze z innego powodu. Każdy, kto zabiera głos w sprawie katastrofy smoleńskiej niech pamięta o rodzinach ofiar, które są nadal w traumie. To nie jest spór o XIX wiek, ale o coś ciągle aktualnego. Mecenas Rogalski rani osoby, które wcześniej mu ufały. Stankiewicz buduje też na tym jakąś osobistą rozprawę z Macierewiczem. Ciekawe, dlaczego takie rzeczy robią?

Rozmawiał Jarosław Wróblewski