"Trafiłam na link „Kamil Sipowicz miażdży ks. Oko". Nie lubię scen brutalnych, więc otworzyłam go niechętnie, ale się okazało, że to po prostu wywiad Moniki Olejnik z przeciwnikiem i z orędownikiem gender. Jedno z pierwszych zdań, które mnie mocno zastanowiły, powiedziała Monika Olejnik. Aby poświadczyć, że gender to dziedzina nauki, stwierdziła: „Chodzi przecież o to, że mężczyzna może też siedzieć w kuchni" - pisze w najnowszym felietonie "Papua", na łamach "Rzeczpospolitej", Szczepkowska.

Aktorka - jak sama stwierdza nie wiedziała, że "do takiego odkrycia trzeba angażować siły naukowe. Jak świat światem najlepszymi kucharzami byli mężczyźni, a mój dziadek Michał, męski szowinista pierwszej wody, nigdy nie dopuszczał żony do garnków".

Wsłuchując się w rozmowę Sipowicza z Olejnik aktorka zaczęła dowiadywać się ciekawych rzeczy o Papui.

"Kamil Sipowicz powiedział, że latach 60. antropologowie zbadali plemiona na wyspach Papua-Nowa Gwinea i okazało się, iż tam role tradycyjnie przypisywane mężczyznom odgrywają kobiety. Wszystko jest pozamieniane. Tam jest inaczej niż na przykład w Europie. Czy to znaczy, że to, co jest w Papui, jest jakąś aberracją i powinniśmy tam pojechać i ich nauczyć, żeby się zachowywali tak jak my?"

Kwiestia ta bardzo zainteresowała felietonistkę "Rz".

"Tak przejęłam się sprawą Papui, że zamiast słuchać wywiadu dalej, wyszukałam to hasło za pomocą przeglądarki w internecie. No bo rzeczywiście. Jeśli ludy wciąż jeszcze pierwotne dają sygnał, że role społeczne płci są nieoczywiste i można żyć w odwrotnej rzeczywistości, musi mieć to jakiś sens".

"Pragnę się przekonać do genderowych idei naukowych, bo bardzo chciałabym odzyskać przyjaciół" - szczerze wyznaje Szczepkowska. "Zaczęłam nawet żałować, że nie poszłam na jakiś wykład, bo tam pewnie pokazują zdjęcia Papuasek z łukiem na plecach i Papuasów karmiących dzieci. Żeby to nadrobić, zaczęłam szukać wiadomości w sieci. Wielu ciekawych rzeczy się dowiedziałam, na przykład z tekstów naszych misjonarzy palotynów, ale o zamianie ról jakoś nic nie było. Pewnie tendencyjnie..."

"Szukałam dalej – niestety, zdjęcia wskazywały na to, że to mężczyźni papuascy noszą noże i łuki. Wreszcie natknęłam się na szerszy tekst o obyczajach w Papui i znalazłam taką notkę: „Mężczyźni zamieszkują tu z dala od kobiet i sami przyrządzają sobie posiłki, bo wierzą, że stałe towarzystwo niewiast może przynieść chorobę i inne nieszczęścia". Czytam dalej: „Kobiety spotykają się z mężczyznami, gdy przychodzą pracować do warzywnego ogrodu przy chacie męża". Oj, chyba nie bardzo to pasuje do genderowych wizji" - stwierdza aktorka.

Podsumowując wątek Papui Szczepkowska sugeruje Sipowiczowi by ten szanował inne kultury. Tylko i ża tyle.

"W Europie, gdyby ktoś powiedział, że kobieta może przynieść nieszczęście, mogłoby być z nim źle. A w Papui można i to szanujemy. Taka kultura" - ucina "genderowe idee naukowe" Sipowicza aktorka.

Ab/rp.pl