Prawdziwy atak na obecnego szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego, szefa MON Antoniego Macierewicza, partię PiS oraz oczywiście na samego Jarosława Kaczyńskiego , przypuścił były minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski w wywiadzie dla portalu Onet. Wypowiedzi Sikorskiego zbiegły się z upublicznieniem przez ministra Waszczykowskiego informacji o znajdujących się w dyspozycji MSZ dokumentach i notatkach, z których ma wynikać, że to Rosjanie zabiegali o rozdzielenie wizyt w kwietniu 2010 roku.
Strona polska miała się zgodzić na to, by w oficjalnych uroczystościach w Katyniu nie brał udziału prezydent Lech Kaczyński.
„Pan Arabski się myli, bo dokumenty mówią tutaj jednoznacznie. Pod wpływem nacisków strony rosyjskiej, która nie chciała dopuścić do tych uroczystości Lecha Kaczyńskiego, strona polska zdecydowała się na zorganizowanie odrębnych uroczystości z udziałem Tuska i wtedy premiera Putina, i odrębnych uroczystości dla prezydenta Lecha Kaczyńskiego”
- stwierdził Witold Waszczykowski
Reakcja byłego szefa MSZ była natychmiastowa i bardzo mocna.
„Jeśli minister Waszczykowski uważa, że MSZ brał udział w spisku z Rosjanami po to, aby zabić albo tuszować morderstwo naszych kolegów, ministra Kremera i dyrektora Kazanę, to niech to powie jak mężczyzna, otwartym tekstem”
- oświadczył Sikorski w rozmowie z Onetem.
Odniósł się również do hipotez badanych obecnie przez prokuraturę i Zespół Parlamentarny ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154M oraz do nowych dokumentów, które trafiły w ostatnim czasie w ręce śledczych.
„Obecnie przedstawiane wzajemnie się wykluczają. Kontrolerzy lotu celowo sprowadzili śmierć na załogę tupolewa, a równocześnie mieliśmy do czynienia z eksplozją na pokładzie? Antoni Macierewicz ma problemy z wybuchami. Jestem ciekaw, jak długo jego wyznawcy będą to tolerować”
- powiedział Sikorski.
Mianem „pisowskiego paszkwilu na polskie państwo, w tym na polską dyplomację” określił były szef MSZ mający w ubiegłym tygodniu swoją premierę film „Smoleńsk”.
„Znałem 80 proc. ludzi na pokładzie, niektórych uważałem za przyjaciół i nie godzę się na uzurpację ich tragedii do legitymizowania pisowskich urojeń. Chcę jednak powiedzieć, że w wolnym kraju musi istnieć prawo produkowania filmów o dowolnych teoriach spiskowych”
- brnął dalej Sikorski.
Z nieukrywaną niechęcią i dezynwolturą wypowiadał się o ekspertach badających nadal katastrofę smoleńską, zachwalając jednocześnie dotychczasowe ustalenia powołanych do tego, „niezależnych” instytucji i organów państwa.
„Wydaje im się, że łykną każde kłamstwo, nawet gdy są to coraz nowe wzajemnie wykluczające się kłamstwa. I mimo, że nie pokazano dotąd żadnego dowodu na inny przebieg zdarzeń niż ten ustalony przez instytucje państwa wtedy, gdy były one jeszcze niezależne od rządu. A przecież wystarczy wysłuchać taśm z kokpitu, żeby wiedzieć, co się stało.”
Nie zabrakło również bezpośrednich ataków na Jarosława Kaczyńskiego i przypisania mu współodpowiedzialności za śmierć prezydenta Kaczyńskiego.
„Jarosław Kaczyński podjął decyzję, by jego brat leciał jednak do Smoleńska. Wierząc we własne konfabulacje o zamachu zapewne działa na zasadzie zrozumiałej psychologicznej reakcji obronnej. Trudno żyć ze świadomością własnej współodpowiedzialności za to, co się stało”
- konkluduje Sikorski.
Jak na byłego Marszałka Sejmu i ministra ważnych resortów, Radosław Sikorski takimi wypowiedziami wystawia zarówno sobie jak i aparatowi państwowemu, którego był wysokim urzędnikiem, nienajlepsze świadectwo.
LDD, Źródło: Onet.
