Pod koniec 2009 roku Kevinowi Ruddowi, ówczesnemu premierowi Australii, zależało, by jeszcze przed szczytem klimatycznym COP15 w Kopenhadze wprowadzić ustawę o ograniczeniu emisji dwutlenku węgla. Rządząca Partia Pracy nie miała większości w Senacie, ale Rudd porozumiał się w tej kwestii z Malcolmem Turnbullem, liderem Partii Liberalnej.


Większość liberałów nie była tym pomysłem zachwycona. 1 grudnia doszło do głosowania na przywódcę Partii Liberalnej. Turnbull przegrał jednym głosem z Tonym Abbottem, a następnego dnia projekt ustawy klimatycznej przepadł w Senacie. Tak rozpoczęła się kariera jednego z najbardziej wyrazistych australijskich polityków.

 

Bokser z czterema fakultetami

Urodził się w Londynie. Jego rodzice byli Australijczykami i kiedy Tony miał trzy lata, zdecydowali się wrócić na Antypody. Po ukończeniu katolickiej szkoły średniej podjął studia prawnicze i ekonomiczne na Uniwersytecie w Sydney. Podczas gdy większość studentów fascynowała się lewicowymi ideologiami, Abbott był klasycznym prawicowym konserwatystą. Jak pisze jego biograf Michael Duffy, z tego powodu został nawet pobity w czasie jednej z konferencji, chociaż trudno w to uwierzyć. Przyszły lider Partii Liberalnej nie był typem chuderlawego intelektualisty – grał w rugby, pływał na kanoe i z  sukcesami uprawiał boks, przy czym jego znakami rozpoznawczymi były brak obrony i żywiołowy atak. Poza tym potrafił wypić (ale kiedyś wyszedł z pubu i uratował dziecko z płonącego obok budynku), wyrywać znaki drogowe i dobrze się zabawić.


Studiował później politologię i filozofię na Oksfordzie, a po powrocie do Australii ten 26-letni mężczyzna postanowił zostać duchownym, ale widać nie było to jego powołaniem. W 1987 roku 30-letni Abbott opuścił seminarium w Manly i został dziennikarzem. Pracował w kilku czasopisamach aż trafił do największej australijskiej gazety, „The Australian”. Potem była już standardowa kariera polityczna: trzy lata rzecznikowania u lidera liberałów Johna Hewsona, w 1994 roku wybór do Izby Reprezentantów, cztery lata później został ministrem bez teki w rządzie Johna Howarda, a w latach 2003-2007 stał na czele resortu zdrowia. W międzyczasie ożenił się i jest dziś szczęśliwym ojcem trzech córek.

 

Szalony Mnich

Mimo, że kariera polityczna Abbotta wygląda dość standardowo, zasłużenie nosi przezwisko Szalonego Mnicha. Jest to nawiązanie do seminaryjnego epizodu, nazwiska (abbot to po angielsku opat) oraz wyrazistych poglądów. Jest bowiem Abbott przeciwnikiem aborcji, sprzeciwia się uznaniu związków homoseksualnych za małżeństwa, opowiada się za ukróceniem nielegalnej imigracji, obniżeniem podatków, utrzymaniem unii personalnej z Wielką Brytanią i nie wierzy w teorię o globalnym ociepleniu.


Na ten wizerunek mają też wpływ media, którym zdarza się wyrywać wypowiedzi Abbotta z kontekstu, jak na początku 2011 roku, kiedy rozmawiając o śmierci australijskiego żołnierza w Afganistanie, użył zwrotu „sheet happens”. Podobnie wyglądała sprawa z namiotem, który w 1972 roku Aborygeni postawili przed budynkiem parlamentu w Canberze – i nadal od czasu do czasu tam protestują. 26 stycznia bieżącego roku, w przeddzień 40. rocznicy protestu, Abbott został poproszony o komentarz w tej sprawie. Lider Partii Liberalnej stwierdził, że w ciągu ostatnich lat sytuacja rdzennych Australijczyków uległa znaczącej poprawie. Mówił też o planach zmiany konstytucji, by uwzględnić w niej Aborygenów. Zakończył to stwierdzeniem, że „prawdopodobnie jest już czas, by zabrać namiot”.


Właśnie ten ostatni fragment wywołał furię aborygeńskich działaczy i dali o tym znać jeszcze tego samego dnia. Jako, że przypadało wtedy święto narodowe, Dzień Australii, Abbott był obecny w jednej z restauracji w Canberze, gdzie premier Julia Gillard miała wręczać okolicznościowe medale. Przed budynkiem zebrali się demonstranci, którzy najpierw krzyczeli „Wstyd” i „Rasista”, a później zaczęli bić w szyby. Gdy sytuacja zrobiła się napięta, ochrona zdecydowała o ewakuacji polityków. Przy tej okazji premier Gillard zgubiła but, który później Aborygeni wystawili na aukcji na serwisie internetowym eBay.

 

Nowy premier?

Tymczasem to właśnie Tony Abbott jest politykiem, który jest w stanie poprowadzić australijską prawicę do zwycięstwa. Był już blisko w 2010 roku, kiedy Koalicja (Partia Liberalna i ściśle współpracująca z nią Narodowa Partia Australii) zdobyła tyle samo głosów, co Partia Pracy: po 72 w 150-osobowej Izbie Reprezentantów. – Te wybory często przypominały operę mydlaną, a zakończyły się niczym finał reality-show – komentował Nick Bryant z BBC. Po długich negocjacjach, to Julii Gillard udało się zdobyć poparcie czterech spośród sześciu pozostałych parlamentarzystów i Partia Pracy utworzyła rząd.


Sondaż przeprowadzony w dniach 13-15 kwietnia przez Newspoll dla „The Australian” daje Koalicji 48% poparcia, przy 29% dla Partii Pracy. Jeżeli wyborcy mają wybierać tylko między tymi partiami, to preferencje rozkładają się w proporcji 56:44. Pytani o lepszego kandydata na premiera, respondenci częściej wskazywali Abbotta (41%) niż Gillard (39%), chociaż tutaj różnice są niewielkie i w ostatnich miesiącach często oboje zamieniali się miejscami.


Wybory w Australii muszą odbyć się najpóźniej 30 listopada 2013 roku. Czy następcą Julii Gillard, od czasów studiów zaangażowanej w działalność polityczną feministyki i ateistki, bezdzietnej panny walczącej z globalnym ociepleniem, zostanie stanowiący jej absolutne przeciwieństwo Szalony Mnich? Wiele na to wskazuje.

 

Michael Morys-Twarowski