Ten film dotyczy ofiar nacjonalistów ukraińskich, którzy zginęli w zabici w klasztorze w Podkamieniu i jego okolicy. To miejscowość na pograniczu Wołynia i Podola. Był to warowny, obronny klasztor nazywany Częstochową Wschodu. Schronili się w nim Polacy podczas rzezi wołyńskiej, która później odbywała się na Podolu. Banderowcy weszli tam podstępem i mordowali Polaków. To było w marcu 1944 r.

Niestety na czele tych oddziałów UPA szli duchowni grekokatoliccy, którzy święcili narzędzia zbrodni, a podczas kazań zachęcali do ataku. Przywódcą nacjonalistów był niejaki Czerniawski, człowiek zidentyfikowany po wojnie w Polsce, który został osądzony i wykonano na nimwyrok śmierci.

Pamiętajmy, że na Wołyniu podczas Krwawej Niedzieli w 1943 r., zaatakowano Polaków mieszkających w 167 miejscowościach na Wołyniu. Tego jednego dnia zamordowano kilkanaście tysięcy osób, tylko za to, że byli Polakami. Mordowano też Ukraińców za udzielenie pomocy Polakom.

To jak obchodzono się z ofiarami nie da się opisać, bo nie tyle zabijano strzałem z broni, co torturowano w okrutny sposób, ściągając z ludzi skórę na żywca np. z dłoni, obcinając kobietom piersi czy ciężarnym matkom wyciągając z brzucha dzieci i wkładając do niego kamienie, wydłubywano oczu i obcinano kończyny. Ta lista jest długa. W moim filmie wypowiada się pani, której wymordowano z rodziny 52 osoby.

Czy po stronie ukraińskiej jest refleksja wyrządzonej krzywdy? Nie w rozmowach z żołnierzami UPA nie spotkałam się z tym, przeciwnie jest nawet zakłamywanie rzeczywistości. Ukraińskie państwo nobilituje żołnierzy UPA i jak rozmawiam z nimi, to mam wrażenie, że nie żałują tego, co robili Polakom.

Pretekstem do filmu było odsłonięcie pomnika w formie krzyża z nazwiskami zabitych Polaków, choć strona ukraińska nie pozwoliła na wypisanie wszystkich poległych, aby pomniejszyć skalę zbrodni.

Reportaż Ewy Szakalickiej „Czas pamięci”

Not. Jarosław Wróblewski