Jak Panie Profesorze można nazwać obecną sytuację w Syrii? Buntem ludu przeciwko reżimowi? Wojną religijną?
Syryjski rząd mówi o spisku o zabarwieniu islamistycznym, o wspieranych z zewnątrz ugrupowaniach zbrojnych, którym nie podoba się obecna małoislamistyczna władza. Trzymające ster władzy alawickie ugrupowanie należy do mniejszości religijnej kraju. (Zdecydowaną większością są sunnici). Politycy związani z władzą twierdzą, że chodzi o celowe i planowe sianie niepokojów w kraju, wciągniecie go w wojnę domową, aby osłabić pozycję Syrii i tym samym zmienić układ sił w regionie i utorować drogę do interwencji z zewnątrz, interwencji, która może okazać się tragiczna w skutkach. Niektórzy straszą przed takim nieszczęściem, jakie dotknęło sąsiedni Irak. Nie chcąc do tego dopuścić władza usprawiedliwia użycie broni wobec demonstrantów. Jednak większość komentatorów obala taki scenariusz. Sytuacja nie jest klarowna. Na obecnym etapie chyba za wcześnie by mówić o wojnie religijnej, choć nie jest wykluczone, że ustąpienie władzy mogą wykorzystać niektóre gniewne i z natury agresywne ugrupowania muzułmańskie. Rządząca Syrią partia ma panarabistyczne proweniencje i raczej laickie zapatrywania, zbytnio nie podkreśla islamskości kraju, jest tolerancyjna dla niemuzułmanów, nie zagraża mniejszościom religijnym i etnicznym. Ona rządzi krajem żelazną ręką, nie według znanych wzorców demokratycznych. Dotyczy to także obsadzenia stanowisk na każdym niemal szczeblu. Na transparentach demonstrantów widnieją trzy główne hasła: godność, wolność, sprawiedliwość, ale widocznie władza, nie wiadomo dlaczego, nie przyjmuje tych postulatów. W kraju nie ma ustawy o partiach politycznych. Każda próba zrzeszania się obywateli napotyka ogromne trudności, a kiedy do takiego precedensu dochodzi, wszelkie poczynania są pod ścisłą kontrolą. Jak dotąd demonstracje mają miejsce wyłącznie w piątki, a każdy piątek na tę okoliczność jest inaczej nazywany. Niektórzy widzą w tym ukryty charakter islamski (tak też było np. w Egipcie), inni usprawiedliwiają to tym, że właśnie piątek jest dniem wolnym od pracy. O daleko idącej niechęci islamistów do alawickiej władzy świadczą liczne broszury i publikacje w internecie. Ich autorzy twierdzą nawet, że alawici nie są muzułmanami i w związku z tym nie mają prawa rządzić krajem muzułmańskim.
Co się stało z konstytucją Syrii?
Konstytucja była zmieniana kilka razy. Trzeci punkt brzmi: Religią prezydenta jest islam. Islam jest źródłem wszelkiego prawa. Natomiast ósmy punkt stanowi: Partia Baas (rządzi Syrią od ponad 40 lat. Jej pełna nazwa: Socjalistyczna Partia Odrodzenia Arabskiego) przewodzi krajem i narodem. Jej członkowie, ściślej mówiąc, alawici, zajmują najważniejsze stanowiska i oni o wszystkim decydują. Poza tym w Syrii ciągle obowiązuje stan wyjątkowy, któremu są podporządkowane inne przepisy prawa. W pierwszym swoim przemówieniu po demonstracjach prezydent ogłosił zniesienie stanu wyjątkowego, ale demonstranci twierdzą, że nic się nie zmieniło. W drugim niedawnym przemówieniu prezydent mówił o potrzebie dialogu społecznego i nawet zaprosił do niego wybrane, dotąd nielegalne, partie mniejszościowe. Odmówiły. Wcześniej zaprosił do swojego pałacu przywódców plemiennych. Jednak w kraju zróżnicowanym etnicznie i religijnie oni nie mają dużego wsparcia społecznego, jak na przykład w Jemenie.
Od roku 1971 w Syrii rządzi jedna rodzina; najpierw ojciec obecnego prezydenta – Baszara al-Assada, teraz on sam. Zanim Baszar został wybrany parlament jednym pociągnięciem dostosował treść artykułu konstytucji, aby odpowiadała młodemu wiekowi kandydata. Baszar był lekarzem i prowadził gabinet w Anglii, skąd został wezwany, by objąć najwyższy urząd w państwie. Pierwsze jego expose zostało pozytywnie odbierane przez społeczeństwo: oto młody człowiek, wykształcony na Zachodzie, zapewne zastosuje wzorce, które poznał na Zachodzie, skróci samowolę różnorakich służb bezpieczeństwa, które wręcz terroryzują społeczeństwo. Tymczasem po krótkim okresie względnej swobody, społeczeństwo się rozczarowało; powstałe stowarzyszenia obywatelskie zostały zakazane, a owe służby nadal są wszechwładne. Wydaje się, że nawet rząd jest pod ich kontrolą. Mówi się, że prezydent miał szczere chęci do wprowadzenia reform, ale służby blokowały jego inicjatywy.
Czym ryzykują demonstranci, którzy są obecnie w wielkim zagrożeniu?
Stacje telewizyjne pokazują starcia z demonstrantami. Syryjska władza twierdzi, że starcia z użyciem broni wywołują zorganizowane ugrupowania terrorystyczne przeciwko władzy i budynkom państwowym. Tym usprawiedliwia swoją interwencję. Na Bliskim Wschodzie życie nie ma tak wielkiej wartości, jak w Europie.
Giną także cywile...
Jak dotąd w sumie ponad 1100 osób. Są wśród nich także dzieci, ale też funkcjonariusze państwowi i sił porządkowych. Telewizja państwowa pokazała filmy z pogrzebów żołnierzy i policjantów; żołnierze nieśli na ramionach trumny swoich kolegów. Strona opozycyjna natomiast apeluje, by wojsko wróciło do koszar, a nie demonstrowało swojej siły na ulicach miast. Twierdzi też, że zabójstwa żołnierzy dokonały, na zamówienie, siły bezpieczeństwa, by później oskarżać o to demonstrantów. Trudno stwierdzić, która strona mówi prawdę, a która kłamie.
Tym bardziej pewnie, że media są blokowane i nie nadają relacji w świat. Czy tak jest?
Prawdą jest, że do tej pory nie dopuszczono zagranicznych obserwatorów. Od dłuższego czasu podobno opozycja zaprasza, namawia zagranicznych dziennikarzy, żeby na własne oczy oglądali demonstracje i opisywali sytuację. Nagrywane są natomiast filmiki telefonami komórkowymi, które wysyła się do arabskich stacji, jak Al-Dżazira, Al-Arabija i BBC. Strona rządowa twierdzi, że te filmiki są fragmentaryczne i poddawane obróbce przed emisją, aby dolewać oliwy do ognia, a niektóre zdjęcia pochodzą z demonstracji w innych krajach arabskich.
Jak może dalej potoczyć się spór religijny w Syrii?
Jak wcześniej powiedziałem, władza twierdzi, że demonstracje organizują ugrupowania islamistyczne, do których ostatnio włączyła się rzekomo Al-Kaida, że ich członkowie mają broń i wsparcie niektórych krajów, w tym arabskich, których celem jest siłowe obalenie władzy i ogłoszenie Syrii krajem islamskim, a władza jedynie broni się przed rebeliantami. Chyba jednak motywacje, przynajmniej części demonstrantów, są zupełnie inne.
Różni pisarze i dziennikarze podkreślają, że w demonstracjach biorą udział nie tylko ugrupowania muzułmańskie, lecz także inne, demokratyczne i zupełnie laickie, np. komuniści, którzy mają sporo zwolenników w społeczeństwie syryjskim. Trzeba też podkreślić, że społeczeństwo syryjskie, mimo zróżnicowania etnicznego i religijnego, odznaczało się dotąd przykładną umiejętnością wzajemnego zrozumienia, poszanowania i pokojowego współżycia.
Wydaje mi się, że władza, po tylu latach rządzenia według jednej opcji politycznej, została nieco osamotniona. Ludzie pragną zmian. Niektórzy, np. niemuzułmańskie mniejszości, mając przed oczyma iracki scenariusz, dla mniejszości jakże tragiczny, obawiają się przede wszystkim rosnących wpływów fundamentalistów islamskich w regionie. Władza laicka, która nie segreguje obywateli wedle religii i wyznania, jest dla nich bardziej tolerancyjna.

I nie zagraża chrześcijanom?
Chrześcijanie stanowią obecnie blisko 10% społeczeństwa syryjskiego. Są to Asyryjczycy, Ormianie i Arabowie. Poza drobnymi incydentami oni raczej nie narzekali na władzę. Byli traktowani na równi z innymi. Parę dni temu biskupi wszystkich Kościołów chrześcijańskich w Syrii ogłosili czwartek, 23 czerwca dniem postu narodowego w intencji kraju. Chrześcijanie modlili się w kościołach i pościli (gdzieniegdzie dołączyli się do nich niektórzy duchowni muzułmańscy), aby w Syrii zapanował pokój i nie dochodziło więcej do przelewu krwi. Co ciekawe - w regionach, w których nie ma zagrożenia fundamentalizmem islamskim, a ludzie różnych wyznań i narodowości żyją w zgodzie, w demonstracjach biorą udział częściowo także chrześcijanie (Asyryjczycy), obok Kurdów i , o dziwo, tam nie dochodzi do krwawych starć, jakie obserwujemy gdzie indziej. Tam demonstracje są w pełni pokojowe.
Za korupcję i za łamanie zasad demokracji jest odpowiedzialny raczej prezydent?
Niestety korupcja jest zjawiskiem powszechnym, przynajmniej na niższych szczeblach. Widać ją niemal w każdym urzędzie. Stała się niejako normalna i legalna. Chyba urzędnicy mają za niskie pensje! Taki jest tam styl życia od wielu lat. Łapówki za wydanie dowodu osobistego, za przyłożenie pieczątki do dokumentu, policjant drogowy zatrzymuje samochód tylko po to, aby kierowca dał mu łapówkę. To odbywa się z uśmiechem, jako naturalny zabieg. Niektórzy zanim gdzieś wyruszą, przygotowują banknoty, aby móc szybko wyciągać je z kieszeni i nie tracić za dużo czasu, odpowiadając na pytania urzędnika, typu: jak się czujemy, czym się zajmujemy, jak miewa się rodzina, itp. Widać, że to stało się niejako normą i chyba ku zadowoleniu obu stron.
Czy może być tak, że to właśnie służby specjalne zabijają ludzi i sieją protesty, aby zagrozić władzy?
Opozycja tego nie wyklucza, raczej w odwrotnym celu: stworzenie pretekstu do strzelania do demonstrantów oskarżanych o użycie broni, co z kolei odtrąca ich argument, iż protesty mają charakter pokojowy. Słyszy się i pisze się o “ludziach widmo” (po arabsku szabbiha). Podobno pracownicy służb mieszają się z tłumem demonstrantów i oni strzelają do cywilów i ostrzeliwują budynki rządowe, żeby potem dostarczyć władzy argument o agresywności demonstrantów.
O co właściwie chodzi demonstrantom, żeby nie mówić ogólnie - demokracji?
Na pewno zmiany, których się domagają są uzasadnione. Żyję daleko i nie jestem dostatecznie zorientowany, by sądzić kategorycznie, że to kamuflaż, za którym kryją się jakieś inne cele. Ogólnie obywatel nie może korzystać ze swoich pełnych praw. Prawie każdy musi ciągle udowadniać swoją lojalność, nie tyle wobec kraju, ile wobec prezydenta. Niektórzy to robią, np. wieszając portret prezydenta w swoim sklepie albo rysują jego podobiznę na całej tylnej szybie samochodu. Nie wiem, czy to jest szczere, czy też wynika ze strachu. Nie ma biura bez kilku portretów prezydenta. Wiszą one nawet w salach katechetycznych w kościołach i meczetach. Portret prezydenta nad głową lub też cytowanie jego słów przy oficjalnych i nieoficjalnych spotkaniach stały się uosobieniem patriotyzmu. Nigdy nie wiadomo, czy któryś z słuchaczy nie jest donosicielem, który wysyła raporty. Chyba to nie jest normalne. Czy wykształcony na Zachodzie prezydent wie o tym, a może taka jest wola służb bezpieczeństwa?
Zagrożona jest też wolność słowa.
Tak, oczywiście. Rok temu miałem w Syrii wykład - o studiach orientalistycznych w Europie. Strona, która zorganizowała wykład była zobligowana do wystosowania pisma do nie wiem jakich służb (jest ich wiele). Trzeba było podać temat wykładu i streszczenie miesiąc przed planowanym terminem. Po dwóch tygodniach zostałem wezwany przez organizatora, by spotkać się z pracownikiem służb, który pytał mnie o rodzinę, gdzie mieszkam, ile mam rodzeństwa. To nie było potrzebne, ale tam tak jest. Taka procedura obowiązuje nawet jeśli ktoś ma ochotę wygłosić wykład o chorobach oczu. Ta osoba ze służb zapowiedziała, że przyjdzie na wykład i zrobi notatki oczekiwane przez kierownictwo. Ja powiedziałem, o ile wiem, wykład jest otwarty i każdy może przyjść. Dla mnie, im więcej osób, tym większa satysfakcja. Widać więc, że wszystko jest poddawane kontroli. Chcę zaznaczyć, że Syrię opuściłem 40 lat temu i być może panuje tam specyficzna sytuacja, która tego wymaga.
Co może zrobić w tej sytuacji ONZ?
Jak dotąd chyba wszyscy Syryjczycy, także demonstranci, sprzeciwiają się interwencji. To absolutnie nie jest wskazane. W Syrii, podobnie jak w Iraku i innych krajach sąsiednich, żyją różne narody, o różnych wyznaniach: Arabowie, Asyryjczycy, Kurdowie, Ormianie i inni, muzułmanie (szyici, sunnici, alawici, druzowie i inni), chrześcijanie (prawosławni, unici, protestanci i inni). Wszyscy mówią o jedności kraju, o reformach, ale, broń Boże, nie o interwencji z zewnątrz. Niech ONZ zajmie się ważniejszymi sprawami. Amerykanie i ich sojusznicy przed interwencją w Iraku mówili, że uczynią ten kraj wzorem demokracji. Tymczasem panuje tam istne piekło.
Opozycja nie żąda usunięcia z fotela prezydenta Syrii?
Padło takie żądanie na forum blisko 300 przedstawicieli opozycji syryjskiej w tureckim mieście Antalia w pierwszych dniach czerwca. Osobiście sądzę, że na obecnym etapie jest to przedwczesne, nieroztropne i nierozsądne żądanie. Zmiany powinny być stopniowe i łagodne. Nie może to być jakże przykra w skutkach powtórka scenariusza irackiego, gdzie po obaleniu Saddama Huseina wspierana prze Amerykanów opozycja powróciła na amerykańskich czołgach i objęła władzę. Każdy kraj arabski ma swoją specyfikę i inne uwarunkowania geopolityczne. Zbyt ostra akcja wywołuje ostrą reakcję. Moim zdaniem potrzebny jest ogólnosyryjski szczery i konstruktywny dialog, okrągły stół, taki, jaki miał miejsce w Polsce. Ale stroną inicjującą musi być obecna władza.
Ma Pan w Syrii rodzinę. Czy nie ucierpiała ona w tych demonstracjach?
Ja należę do mniejszości asyryjskiej. Większość członków mojej rodziny niestety wyemigrowała z kraju. Żyją głównie w Szwecji, ale są też w Holandii. W Syrii pozostało tylko dwóch siostrzeńców i jeden wuj. Oni żyją w północno-wschodniej Syrii, w regionie raczej spokojnym. Oni są na uboczu tego, co dzieje się w kraju i nie narzekają. Jednak zrobiło mi się przykro, kiedy dowiedziałem się, że siły bezpieczeństwa bez żadnego powodu obległy 20 maja nieformalną siedzibę (gliniany domek) jednej z kilku asyryjskich organizacji w mieście Kamiszli i aresztowały przebywających tam trzynastu działaczy (wszystkich znam, także tam miałem wykłady. To inteligentni i szanowani ludzie: lekarze, prawnicy, nauczyciele). Skonfiskowały wszystko, co zastały: komputery, stroje ludowe, zdarto zasłony z okien i zabrano stół do ping-ponga. Wieczorem zaś przeszukano domy dwóch z zatrzymanych i „aresztowano” ich prywatne samochody. Pewnie chciano sprawdzić, czy przypadkiem nie ma w nich taśm z muzyką asyryjską?
Tych działaczy zabrano do miasta wojewódzkiego Al-Hasaka i zepchnięto do osobnych celi w budynku jednej ze służb bezpieczeństwa. Po sześciu dniach zwolniono ich. Żadnemu nie postawiono zarzutu i nikt nie wie, jaki był cel tej niczym nieuzasadnionej akcji. (Szczegółowa informacja o tym znajduje się na polskiej stronie www.szlomo.pl). Mam też informacje, iż niedawno służby zaplombowały drukarnię należącą do Asyryjczyka, za to, że wydrukowała wizytówki na zamówienie asyryjskiego klienta, który życzył sobie umieszczenia na nich asyryjskich symboli. Aresztowano zarówno drukarzy, jak i zamawiającego wizytówki. Po tym drobnym incydencie nastąpiła akcja przeszukania prowadzących przez Asyryjczyków sklepów papierniczych, sklepów z pamiątkami i drukarni. Zabrano z nich wszystkie asyryjskie symbole i aresztowano właścicieli. Należy też z przykrością wspomnieć, że wielu działaczy asyryjskich objętych jest zakazem wydania paszportów i nie wolno im opuścić kraju. Poza tym agencje doniosły ostatnio, że w niedzielę, 19 czerwca, minęło 26 lat od przebywania w więzieniu młodego Asyryjczyka o imieniu Jakub Hanna Szymon, pochodzącego z miejscowości Amuda w północno-wschodniej Syrii. Mówi się, że jest on najstarszym albo jednym z najstarszych „więźniów politycznych” w Syrii. Podobno pod naciskiem opinii publicznej dopiero 19 czerwca, po 26 latach, pozwolono jego rodzinie po raz pierwszy na widzenie się z nim w więzieniu.
Rozmawiała: Ewa Tylus
dr hab. Michael Abdalla - Asyryjczyk, chrześcijanin antiocheński z Syryjskiego Kościoła Ortodoksyjnego. Pochodzi z północno-wschodniej Syrii. W Polsce mieszka od 1971 roku. Wieloletni pracownik Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu oraz wykładowca Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu (Wydział Neofilologii, Instytut Językoznawstwa). W 2005 roku zorganizował pierwszą w Polsce konferencję o niemuzułmańskich mniejszościach Iraku. Członek Polskiego Towarzystwa Technologii Żywienia.

