Maria Patynowska, publicysta frondy, historyk sztuki zajęła się tekstem ojca Hlondowskiego w październikowym numerze Egzorcysty. Jej uwagę zwróciło zdanie, że nie należy wyszukiwać mrocznych znaczeń w każdym tekście i bajce. Przykładem jest disnejowska bodajże kreskówka „Mała Syrenka”.
Patynowska – jak przystało na uczonego humanistę- podjęła się trudu przeglądu symboliki syreny w europejskiej kulturze. Od Homera począwszy po Ojców Kościoła sięgając. Konkluzja jest wyraźna: w naszej kulturze syrena zawsze miała negatywną symbolikę. Jest zatem symbolem zła – mała syrenka, z disneyopwskiego koncernu po prostu trywializuje zło i oswaja z nim dzieci. Nic więc dziwnego, że może pozwolić sobie na konkluzję:
Wracając do niefortunnej diagnozy z czasopisma „Egzorcysta” zwrócę uwagę, że nasi dziadkowie i ojcowie w szkołach czytali mitologię i dowiadywali się z niej o prawidłowej, czyli negatywnej symbolice syren. To uzdolniało ich do dalszego odczytywania prawidłowych kodów. Jeżeli sięgnęli do pism Ojców Kościoła, czy autorów średniowiecznych, również zrozumieli o co w tych pismach chodzi, ponieważ rozmawiali tym samym językiem, jako obywatele Europy, w sensie kulturowym. Czytali „śpiew syren”, myśleli” kuszenie demoniczne”.
Jako człowiek o wiele mniej uczony, a zarazem mieszkający w Warszawie pozwolę sobie na namysł nad syrenami z nieco mniej uczonych i dostojnych tekstów. A mianowicie przypominam sobie, że występują także syreny mające o wiele mniej demoniczne cechy. Tak jak ta co dała początek herbowi stolicy naszej Ojczyzny.
Również geneza – głupawego przyznajmy – serialu Disneya sięga arcyciekawej bajki o syrenie, która zrezygnowała ze swego szczęśliwego losu ponieważ pokochała księcia-człowieka i postanowiła dzielić jego śmiertelny los. W tej bajce złowrogą i niestałą w uczuciach postacią jest właśnie książę, który znalazł sobie inną miłość. A syrena – no cóż, pożałowała swej pochopnej decyzji.
We wszystkich europejskich baśniach pojawia się motyw syreny, która związała się z człowiekiem. Czy to w Skandynawii, czy w Germanii, czy też w naszej słowiańskiej Polsce. Przekaz tych baśni był zupełnie odmienny od tych wskazywanych przez Patynowską. Bajki te mówiły o potędze miłości, która pozwala na przekroczenie – pozornie nieprzekraczalnej granicy.
Dla porządku, siły i stworzenia wodne są we wszystkich bajkach obce i raczej wrogie ludziom, tym bardziej podkreślana jest zatem potęga miłości. Wydaje się zatem, że współpiszący ze mną w Miesięczniku Egzorcysta ojciec dr Wit Hlodowski OFM dał absolutnie fortunną diagnozę. A Maria Patynowska? No cóż trzeba przyznać uczciwie – padła ofiarą swej erudycji i wysokiego poziomu wykształcenia.
