Aleksandra Jakubowska została skazana na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata za nieprawidłowości związane z ustawą medialną, którą SLD chciało wprowadzić w życie w 2002 roku. Sąd ogłosił wyrok po dziewięciu latach od wybuchu Afery Rywina. W procesie na ławie oskarżonych zasiedli również urzędnicy KRRiT. Oni także zostali skazani.

 

Jakubowskiej postawiono zarzut przekroczenia uprawnień i działania na szkodę interesu publicznego. Miała ona dokonać bezprawnych zmian zapisów w rządowym projekcie nowelizacji ustawy medialnej, by możliwa była prywatyzacji Polskiej Telewizji Regionalnej S.A. Dwóm pozostałym osobom zarzucono bezprawne przerobienie projektu ustawy medialnej poprzez usunięcie z niej słów "lub czasopisma". Brak tych słów w ustawie oznaczał, że wydawcy czasopism mogliby kupić ogólnopolską telewizję, a wydawcy dzienników - nie.

 

Proces ma związek z Aferą Rywina, która była próbą handlowania ustawą sejmową. W 2002 roku Lew Rywin, powołując się na pełnomocnictwo premiera Millera, złożył propozycję korupcyjną spółce Agora. W zamian za pieniądze proponował jej wprowadzenie korzystnych zmian w ustawie medialnej. Zmiany miały umożliwić Agorze kupno kolejnych firm medialnych – w tym części państwowej telewizji. W zamian za to Agora miała przekazać ponad 17 milionów dolarów na rzecz SLD oraz, po przejęciu Polsatu, zatrudnić Rywina w stacji, by pilnował interesów lewicy. Po propozycji złożonej przez Rywina do Sejmu trafił projekt ustawy medialnej zgody z oczekiwaniami Agory. W czasie negocjacji Rywina i przedstawicieli Agory, Adam Michnik kilkakrotnie kontaktował się z najważniejszymi politykami SLD, z premierem Leszkiem Millerem oraz prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim włącznie.

 

Choć Adam Michnik nagrywał część rozmów z Rywinem, jako pierwsi aferę ujawnili dziennikarze „Wprostu” - Igor Zalewski i Robert Mazurek. Jednak ich publikacja nie spowodowała żadnej reakcji prokuratury i ministerstwa sprawiedliwości. Dopiero gdy sprawę opisały inne media – w tym „Gazeta Wyborcza” - aferą zajęły się odpowiednie organa. W Sejmie powstała wtedy komisja śledcza, która rozpoczęła badanie afery. W wyniku jej prac naświetlone zostały powiązania świata polityki oraz biznesu. Sprawa trafiła również do sądu, a po ujawnieniu przestępczych praktyk, w które zamieszani byli politycy Sojuszu, partia ta pogrążyła się w kryzysie i odeszło z niej wielu skompromitowanych działaczy.

 

Choć od samego początku oczywistym było, że Lew Rywin był tylko posłańcem, sąd nie ustalił, kto wysłał go do Agory. W czasie prac komisji śledczej w obiegu publicznym pojawiło się sformułowanie Grupa Trzymająca Władzę. Było to określenie osób, które mają bezpośredni wpływ na politykę oraz prawo. Zgodnie z podejrzeniami członkami tej gruby byli m.in.: Leszek Miller, Aleksandra Jakubowska, Robert Kwiatkowski, Lech Nikolski, Włodzimierz Czarzasty i inni członkowie KRRiT. Zdaniem wielu komentatorów to oni mieli wysłać Rywina do Agory.

 

Sąd skazując w 2004 roku Rywina w tej sprawie, przyznał, że nie działał on sam. Jednak nie wskazał, ani w czyim imieniu prowadził rozmowy z Agorą, ani nie badał czy istniała Grupa Trzymająca Władzę. Ostatecznie za próbę sprzedania Agorze korzystnej ustawy odpowiedzieli głównie wykonawcy poleceń. Pomysłodawcy i zleceniodawcy uniknęli odpowiedzialności.

 

Stanisław Żaryn