- Dla mnie św. Jan Maria jest absolutnie wzorem - mówi portalowi Fronda.pl ks. Marcin Węcławski, proboszcz z poznańskiej parafii Maryi Królowej. - Uczy mnie, proboszcza, przede wszystkim modlitwy - dodaje duchowny. Jak modlił się proboszcz z Ars?

Często, patrząc w stronę tabernakulum, powtarzał: - On jest tam. A czasem mówił po prostu: - O Boże mój, pozwól mi nawrócić moją parafię. I podobno dzieki temu czytał w ludzkich sercach jak w książce.

Zdarzało mu się spędzać w konfesjonale po 17 godzin. Gdy któryś z księży zapytał, dlaczego w parafii Vianneya ludzie się nawracają w przeciwieństwie do jego parafian, proboszcz pytał równie bezpośrednio: - A czy ty pościsz?

Gdy przybył do Ars, była to mała wioska - mieszkało tam 230 osób. Po 40 latach jego posługi miejscowość odwiedzało 80 tys. pielgrzymów rocznie, i to z całej Francji. Jak tego dokonał prosty wiejski proboszcz?

Przede wszystkim czuł ogromną odpowiedzialność w związku z byciem proboszczem. Wiedział, że od niego zależy duchowe życie parafian i podchodził do tego bardzo poważnie. Stale, aż do ostatnich chwil życia, miał nadzieję, że zostanie z tej odpowiedzialności zwolniony, by nie musiał - jak mówił - "udać się prosto z parafii na sąd Boży". Bo czuł się niegodny.

- Jakże przerażające jest być księdzem! Jakże godny opłakiwania jest ksiądz odprawiający Mszę Świętą jak coś powszedniego! Jakże nieszczęśliwy jest kapłan bez życia wewnętrznego! - powtarzał święty. Przestrzegał także, że "przyczyną upadku kapłana jest brak skupienia podczas Mszy Świętej".

A jak się to wszystko zaczęło? Historię młodości przyszłego proboszcza z Ars opisał francuski dramaturg Henri Ghéon: "Pewnego razu we Francji, w prowincji Lion drobny gospodarz, chrześcijanin, od początku ziemskiego życia kochał samotność i dobrego Boga. A ponieważ panowie z Paryża, którzy wywołali rewolucję, zabraniali ludziom się modlić, dziecko i jego rodzice udawali się na Mszę Świętą do stodoły. W owym czasie księża żyli w ukryciu, a kiedy któregoś złapano, zwyczajnie ucinano mu głowę. Z tego powodu Jan Maria Vianney marzył, by zostać księdzem".

Rewolucyjna zawierucha pogrążyła kraj w chaosie, a młodemu Vianney'owi utrudniła edukację. Czytać nauczył się, mając już 17 lat, do seminarium wstąpił, gdy miał lat 25. Niedługo zresztą został z niego wyrzucony, bo z łaciny wystawiono mu ocenę "debilissimus". W końcu jednak pozwolono mu wrócić i zdawać egzaminy po francusku. W 1815 roku przyjął święcenia kapłańskie, a za trzy lata został proboszczem w Ars.

- Myślę, że Pan chciał wybrać najbardziej ograniczonego człowieka ze wszystkich parafii, aby dać najwięcej dobra - mówił ks. Vianney. - Nie znalazł nikogo gorszego na moje miejsce, okazał więc mnie swoje wielkie miłosierdzie.

Wielokrotnie powtarzał potem swoim parafianom, że kapłan "nie żyje dla siebie; żyje dla was". Dlatego dla Jana Pawła II był "wymowną odpowiedzią" na próby kwestionowania kapłańskiej tożsamości. - Ona nie może opierać się na uznaniu ze strony świata, lecz na uczestnictwie kapłana w staraniach Boga o to, aby wszyscy ludzie byli zbawieni – tłumaczył Jan Paweł II. Jan XXIII w encyklice "Sacerdotii Nostri primordia", wydanej w setną rocznicę śmierci św. Jana Marii, pisał, że kapłanowi nie wolno "żyć dla siebie", ma on kochać "wszystkich bez wyjątku".

Wyniszczony ascezą i chorobami, św. Jan Maria Vianney zmarł 4 sierpnia 1859 roku, po 41 latach pobytu w Ars. Został beatyfikowany w 1905 roku przez św. Piusa X, a Pius XI kanonizował go w 1925 roku. Św. Jan Maria jest patronem wszystkich proboszczów Kościoła katolickiego. Benedykt XVI ogłosił go patronem wszystkich kapłanów.

AJ

 

 

Ważne lektury:

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »