Niestety, na takie potraktowanie nie mamy szans. Za spożywanie z miejsca i bez dyskusji zostaniemy poproszeni o autograf pod mandatem w wysokości stu złotych przez surowych i nie znających się na żartach stróżów prawa. Gdyby zaś ci sami strażnicy miejscy swej na drodze swej codziennej przechadzki (eufemistycznie nazywanej patrolem) parlamentarzystę dowolnej konduity, który zataczając się pociągałby z butelki bimber własnej produkcji natychmiast zmienili by kierunek swojego marszu, a gdyby odwrót okazał się niemożliwy poczęliby giąć się w wiernopoddańczych ukłonach. Gdyby napotkany a prominentny polityk okazał się człowiekiem gościnnym zapewne nie odmówiliby poczęstunku, bo przecież nie wypada, bo mógłby się przecież poczuć urażony... I nic by mu nikt nie zrobił, bo… poseł ma IMMUNITET…
Immunitet przysługujący posłowi bądź senatorowi ma zapewnić mu swobodę w pełnieniu obowiązków. Idea słuszna, nietrudno sobie przecież wyobrazić (zwłaszcza w naszym pięknym kraju) sytuację, w której konkurencja polityczna fabrykuje dowody czy donosy by przy pomocy wymiaru sprawiedliwości utrudnić mu pracę. Niestety, dobry pomysł jak to zwykle bywa, często zostaje użyty w złym celu. Politycy wykorzystują swój przywilej by chronić własne tyłki i stać ponad prawem, które przecież ich obowiązywać powinno dokładnie tak samo jak nas wszystkich. Tyle w teorii. Praktyka niestety pokazuje, że instytucja immunitetu służy głównie do stawiania własnej osoby ponad prawem...
Przyjrzyjmy się art. 105 Konstytucji Rzeczypospolitej, traktującemu o ochronie prawnej posła (rzecz dotyczy również senatorów):
Artykuł mówi o tym, że poseł/senator nie może być pociągnięty do odpowiedzialności za Czynności ZWIĄZANE Z WYKONYWANIEM MANDATU, gdyż za to odpowiada przez Sejmem. Za złamanie konstytucji może stanąć przed Trybunałem Stanu. Poseł/senator ma też ochronę w przypadku pociągnięcia go do odpowiedzialności karnej i w przypadku, gdy ma proces rozpoczęty przez wyborem. Nie można go też aresztować bez zgody sejmu poza przyłapaniem na gorącym uczynku. Co to oznacza w praktyce. Otóż, poza punktem pierwszym, który jest logiczny i niezbędny, gdyż chroni przedstawiciela narodu przez wykorzystaniem władzy sądowniczej do wali politycznej pozostałe przepisy są niczym innym jak naruszeniem konstytucyjnej zasady równości wobec prawa i czynią z posłów/senatorów zwyczajne święte krowy. W dodatku otwierają ogromne pole do nadużyć.
Zobaczmy punkt 3. artykułu: „Postępowanie karne wszczęte wobec osoby przed dniem wyboru jej na posła ulega na żądanie Sejmu zawieszeniu do czasu wygaśnięcia mandatu. W takim przypadku ulega również zawieszeniu na ten czas bieg przedawnienia w postępowaniu karnym.” Już na pierwszy rzut oka widać, jakie możliwości stwarza ten przepis. Masz proces? Nic takiego- postaraj się o mandat i masz sprawę głowy na co najmniej cztery lata a jak się dobrze sprawisz i sprytnie ustawisz to na dłużej. Powie ktoś- ale i tak w końcu sprawiedliwość dopadnie delikwenta. No cóż, może i dopadnie ale po pierwsze- DLACZEGO niby poseł ma mieć prawo do wstrzymania procesu a wysokiej klasy specjalista lekarz nie? Lekarz jest bardziej potrzebny ludzkości niż poseł… Po drugie- dlaczego przedstawicielem narodu ma być ktoś na kim ciąży proces- co prawda w świetle prawa jest nadal niewinny, ale wątpliwości zawsze są? Czy brakuje u nas ludzi, którzy procesu akurat nie mają? Po trzecie- skoro już można zostać posłem z takim bagażem to w czym niby proces miałaby przeszkadzać? Okaże się winny to się posła/senatora wsadzi do paki i już. Ewentualnie można zmienić konstytucję tak, żeby w takim przypadku mandat wygasał. Ale łatwiej, moim zdaniem, wprowadzić zasadę, wedle której kandydować można bez obciążenia procesem karnym. To kwestia przemyślenia co będzie korzystniejsze i bardziej sprawiedliwe.
Punkt 2. jest równie niedemokratyczny i niesprawiedliwy. Mówi on, że: ”Od dnia ogłoszenia wyników wyborów do dnia wygaśnięcia mandatu poseł nie może być pociągnięty bez zgody Sejmu do odpowiedzialności karnej.” No, chyba, że delikwent sam wyrazi na to zgodę. To jawne stawianie posłów/senatorów ponad prawem. Od kiedy to podejrzany sam decyduje, czy chce być sądzony??? W czym osądzenie posła/senatora narusza powagę Rzeczypospolitej? Raczej chronienie podejrzanych wspomnianą powagę narusza i to poważnie. Przy okazji taka zasada osłabia autorytet wymiaru sprawiedliwości oraz parlamentu.
Podobnie na niekorzyść autorytetu najważniejszych władz państwa działa zasada, wedle której nie można bez zgody sejmu aresztować podejrzanego posła (punkt 5.). Nieraz obywatele musieli obserwować gorszące przepychanki parlamentarne dotyczące pozbawienia posła immunitetu. Od razu widać było, że nie chodzi o sprawiedliwość, ład porządek czy interes państwa tylko o przepychanki partyjne i rozgrywki personalne. Jak taka sytuacja może wpłynąć na postrzeganie elit politycznych? Tylko osłabić ich autorytet i ośmieszyć. Problem pogłębia prawo marszałka do żądania natychmiastowego uwolnienia posła. Czyż nie jest to naruszenie niezawisłości władzy sądowniczej- przecież aresztowania dokonuje się z nakazu sędziego. A zastrzeżenie, że immunitet nie dotyczy sytuacji złapania na gorącym uczynku wręcz rozbawi każdego, kto przeczytał choć jedną relację jak to poseł przekraczający na drodze dozwoloną prędkość załatwiał problem machając policjantowi z drogówki przed nosem legitymacją poselską.
Przykłady te wskazują, że konieczna jest szybka zmiana obowiązującego prawa i powrót do korzeni idei immunitetu. Art. 105 p. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej mówi: „Poseł nie może być pociągnięty do odpowiedzialności za swoją działalność wchodzącą w zakres sprawowania mandatu poselskiego ani w czasie jego trwania, ani po jego wygaśnięciu. Za taką działalność poseł odpowiada wyłącznie przed Sejmem, a w przypadku naruszenia praw osób trzecich może być pociągnięty do odpowiedzialności sądowej tylko za zgodą Sejmu”. Naszym zdaniem to wystarczy, by mógł pełnić swoje obowiązki. Cała reszta to tylko przywilej czyniący z polityka „świętą krowę”, której wszystko wolno nawet działać na szkodę tych, którzy uczynili go swoim przedstawicielem.

