Prokurator Bogdan Święczkowski, były szef ABW: W sprawie działań operacyjnych podjętych w związku z ujawnieniem raportu ABW na temat tzw. incydentu gruzińskiego mogę się opierać tylko na doniesieniach medialnych. Tak naprawdę nie wiemy, jakie działania podjęła w tej sprawie Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Oczywiste jest, że w wypadku informacji o jakimkolwiek czynie zabronionym prokuratura musi podjąć działania. Jeżeli zaistniała możliwość ujawnienia tajemnicy służbowej, albo państwowej, sprawę trzeba było zbadać. Jednak zawsze w działaniach prokuratury i służb specjalnych obowiązuje zasada proporcjonalności sił i środków w stosunku do zagrożenia oraz celowości działania.

Jeżeli zaistnieją podejrzenia o ujawnieniu tajemnicy służbowej czy państwowej w związku z dokumentami ABW, czynności musi podjąć przede wszystkim prokuratura. Ma ona obowiązek sprawdzić również wątek ewentualnej odpowiedzialności funkcjonariuszy służb specjalnych za ujawnienie tych dokumentów. Dziwi mnie, że czynności w tym zakresie wykonywała Agencja, której funkcjonariusze mogli przecież dopuścić się takiego czynu zabronionego. To jest najważniejszy zarzut, który negatywnie wpływa na osąd całego postępowania w tej sprawie. W związku z ujawnieniem raportu ABW działań operacyjnych nie można było prowadzić wobec urzędującego prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki, tylko zająć się najbardziej prawdopodobnymi źródłami ujawnienia tajemnicy. To powinno być robione przez inne służby niż ABW.

Zawiadomienie złożone przez PiS uważam za słuszne. Ono powinno doprowadzić do wszczęcia śledztwa i wyjaśnienia wszystkich okoliczności związanych z postępowaniem dot. ujawnienia dokumentu ABW. W szczególności należy sprawdzić, czy ujawnienie tych materiałów nie było pretekstem do skontrolowania połączeń wykonanych przez prezydenta oraz jego małżonkę i miejsc, w których przebywał. Należy zbadać, czy cała sprawa nie była parawanem dla nielegalnych działań służb specjalnych. Z informacji opublikowanych przez "Rzeczpospolitą" moim zdaniem bowiem wynika jasno, że sprawa raportu ABW została wykorzystana jako pretekst do kontroli prywatnej działalności prezydenta Rzeczypospolitej. To musi zostać wyjaśnione.

Ja, jako były szef ABW, uważam, że działania operacyjne dotyczące urzędującego prezydenta oraz jego małżonki można podjąć tylko i wyłącznie, gdy wszystkie okoliczności wskazywałyby na to, że prezydent Rzeczypospolitej mógł dopuścić się najcięższych przestępstw, typu zamach stanu a inne możliwości uzyskania informacji zostały wyczerpane. Jednak nawet wtedy należy zastosować inne metody weryfikacji tego podejrzenia. Podejmując działania operacyjne wobec głowy państwa należy, w moim przekonaniu, zawiadomić o tym premiera, marszałka Sejmu oraz Senatu. Prowadzenie czynności operacyjnych wobec urzędującego prezydenta jest dopuszczalne prawnie, ale całkowicie niedopuszczalne w działalności publicznej bez poinformowania o tym najważniejszych osób w państwie. Ja nie spotkałem się w swojej działalności z sytuacją, by prezydent RP został objęty działalnością operacyjną przez służby.

W historii mieliśmy przypadek podjęcia działań operacyjnych wobec urzędującego premiera – Józefa Oleksego. Jednak był on podejrzewany o zdradę stanu, a o tych działaniach poinformowani byli zarówno ówczesny prezydent, jak i marszałkowie Sejmu i Senatu. Najważniejsze osoby w państwie wiedziały o działaniach służb specjalnych. Tymczasem, z doniesień medialnych wynika, że o działaniach operacyjnych wobec Lecha i Marii Kaczyńskich nikt oprócz – jak się zdaje - premiera Donalda Tuska i szefa ABW Krzysztofa Bondaryka nie wiedział. Przede wszystkim jednak prezydent i jego żona nie byli nigdy w kręgu osób podejrzewanych o ujawnienie mediom dokumentu ABW.

W całej sprawie dziwi również skala zastosowanych działań. Tymczasem można było sprawdzić, który z egzemplarzy został opublikowany przez gazetę "Dziennik". Wysłanych zostało 16 raportów do najważniejszych osób w państwie. Wystarczyło porównać własnoręczne podpisy Krzysztofa Bondaryka z tych kopii z dokumentem opublikowanym w "Dzienniku", żeby wiedzieć która wersja została przekazana dziennikarzom. W tej sytuacji obejmowanie działaniami operacyjnymi Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki było niedopuszczalne. To wskazuje, że w całej sprawie możemy mieć do czynienia z przekroczeniem uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych.

żar

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »