Zdjęcia ofiar zrobione po katastrofie smoleńskiej są dostępne w internecie. Są porażające. Komu zależy na ich ujawnianiu?

 

- Jeżeli słyszymy, że zdjęcia, wykonane po katastrofie smoleńskiej, do których jest dostęp w internecie - nie były w posiadaniu polskiej prokuratury i polskich służb, to oznacza, że były one wytworzone nie na potrzeby postępowania karnego, ale prawdopodobnie przez funkcjonariuszy rosyjskich służb specjalnych. Ich celem mogłaby być np. próba destabilizacji sytuacji w Polsce czy wytworzenia atmosfery zagrożenia. Służby rosyjskie podejmując działania manipulacyjne lub innego rodzaju działania wizerunkowe, działają tylko i wyłącznie na rzecz interesu państwa rosyjskiego.

 

Polskie władze powinny zainterweniować?

 

- Oczywiście, że powinniśmy interweniować, choć i tak służby rosyjskie będą zaprzeczać, informować oficjalnie, że robią wszystko, aby takie zdjęcia nie były przekazywane mediom czy portalom społecznościowym. Działania nieoficjalnie będą jednak dalej prowadzone.

 

Jaki jest cel takich zdjęć?

 

- Z jednej strony przestraszyć, ale również zohydzić poznanie prawdy o katastrofie smoleńskiej. To ma wywrzeć wrażenie na polskiej opinii publicznej. Spowodować emocjonalną odrazę. Mało osób widziało przecież ciało po sekcji zwłok. Jeśli to dotyczy pana prezydenta czy osób na wysokich stanowiskach, to te efekty manipulacyjne mogą zostać osiągnięte.

 

Taka operacja może mieć jednak wiele celów. Na dzień dzisiejszy nie mamy jednoznacznej wyczerpującej odpowiedzi. Oczywiście hipotetycznie można mówić, że to jest przypadkowa akcja. Ale dla mnie przypadkowe ujawnienie takiej informacji byłoby w skali od 1 do10, byłoby u mnie najwyżej 1, a nawet poniżej 1.

 

Rozmawiał Jarosław Wróblewski