- Za czasów ministra Sikorskiego zlikwidowano wiele placówek dyplomatycznych na terenie Afryki, a przecież osoby związane z polskimi służbami specjalnymi funkcjonowały na terenie tych placówek – mówi Bogdan Święczkowski, były szef ABW.

Premier Kopacz mówiła w sejmie, że chociaż do Polski przyjeżdżają uchodźcy z Czeczenii, to nie ma terrorystów „na każdym rogu ulicy”. Czy napływ kilku lub kilkunastu tys. osób z Bliskiego Wschodu czy Maghrebu zwiększy ryzyko, że w Polsce dojdzie do zamachu terrorystycznego?

Wszystkie okoliczności wskazują na takie zwiększone ryzyko. Przybycie do Polski kilku, kilkunastu lub kilkudziesięciu tysięcy imigrantów - podkreślam: imigrantów, a nie uchodźców politycznych - z krajów  Bliskiego Wschodu i z Północnej Afryki może oznaczać pojawienie się w naszym kraju także rzeszy osób związanych z organizacjami fundamentalistycznymi i terrorystycznymi. Osoby te albo będą się zajmować logistyką dla takich organizacji, albo przygotowaniem samych akcji terrorystycznych. Przykład Czeczenów podany przez panią Kopacz jest tutaj całkowicie nieadekwatny. Czeczeni, którzy dotarli do Polski to z reguły uchodźcy polityczni, czyli osoby prześladowane przez państwo rosyjskie za walkę narodowowyzwoleńczą. Powstańców i ich rodziny należało przyjąć. Poza tym Czeczenia wchodziła w skład Związku Sowieckiego, więc zdobycie informacji na ich temat było ułatwione. Cokolwiek mówić, Związek Sowiecki był państwem totalitarnym, więc pewne kwestie administracyjne związane z  identyfikacją osób były rozwinięte. Natomiast tutaj mówimy o krajach takich, jak Erytrea, Libia, Jemen czy Syria, które nie będą mogły pomóc nam w identyfikacji potencjalnych zagrożeń.

Czy to znaczy, że polskie służby nie są w stanie określić, kto przyjeżdża i odsiać terrorystów z tej grupy?

Moim zdaniem całkowicie nie. Identyfikacją osób z krajów objętych konfliktami, lub w których władza się rozpadła powinien zajmować się polski wywiad. Pamiętajmy, ze za czasów ministra Sikorskiego zlikwidowano ( lub połączono) część placówek dyplomatycznych na terenie Afryki, a przecież osoby związane z polskimi służbami specjalnymi funkcjonowały częstokroć  terenie tych placówek dyplomatycznych lub w ich okolicy. Możemy starać się pozyskać wiedzę, ale będzie ona miała charakter cząstkowy. Erytrea to twór, który nie ma skonsolidowanej władzy centralnej, baz danych z dowodami osobistymi, odciskami palców, śladami DNA itd. Podobnie jest w Libii czy Syrii, gdzie  władze centralne są w rozsypce. Identyfikacja faktycznych danych pochodzących stamtąd osób będzie znacznie utrudniona. Oczywiście można polegać na pomocy służb zaprzyjaźnionych państw, ale w moim przekonaniu te służby też będą miały olbrzymi problem z rozpoznaniem potencjalnych sympatyków czy działaczy organizacji terrorystycznych. To oczywiście będzie znaczna mniejszość, ale na pewno w tłumie imigrantów zarobkowych znajdą się osoby związane z takimi organizacjami. Bardzo trudno będzie ustalić, kto zasługuje na pomoc jako uchodźca polityczny. Osobom prześladowanym z uwagi na pochodzenie, rasę wiarę itd. trzeba pomagać, natomiast imigrantów zarobkowych należałoby odstawić do granicy. Chyba, że państwo polskie ma przygotowane plany i wie, że jest zapotrzebowanie na konkretnych imigrantów, którzy będą przydatni dla polskiego państwa i dla polskich obywateli. Pani Ewa Kopacz nie przedstawiła do dzisiaj planu demograficznego i ewentualnego planu imigracyjnego w zakresie planu demograficznego pokazującego, w jaki sposób odtworzyć substancję naszego kraju. Oczywiście powinno się to odbyć przede wszystkim poprzez powroty Polaków zza granicy, czyli repatriację, ale w pewnym zakresie być może niezbędne jest także korzystanie z pomocy imigrantów zarobkowych. Jednak powinno to być przedyskutowane na poziomie władz centralnych: czy potrzeba imigrantów w państwie polskim, w jakiej liczbie i w jakich zawodach. Takiego planu nie ma. Nie ma planu demograficznego, nie ma planu strategicznego, nie ma planów taktycznych. Nie ma też planów integracji. Przede wszystkim jednak brakuje identyfikacji zagrożeń jeśli chodzi o imigrantów. Nie ma sporządzonych wcześniej algorytmów zachowań funkcjonariuszy Straży Granicznej i służb specjalnych oraz przedstawicieli MSW. To musi być kompleksowe działanie wszystkich służb publicznych, a wszystko powinno być nadzorowane i koordynowane, najlepiej przez jedną osobę, która ma przygotowany wcześniej plan. Czegoś takiego nie mamy i Ewa  Kopacz się miota od ściany do ściany, nie przedstawiając realnych sposobów działania. 

Czyli gdyby coś się stało, będziemy mieli chaos?

Wychodzę z założenia, że Ewa Kopacz w tej chwili robi wszystko, żeby z tym tematem przetrwać do wyborów. Jeżeli przedstawiane w mediach sondaże są prawdziwe, to nie ona będzie odpowiadać za sytuację. Odpowiedzialność za zabezpieczenie naszego kraju spadnie na nowe władze. A przez półtora miesiąca można się "przeturlać" po temacie, opowiadając frazesy i obrażając adwersarzy, korzystając z  pomocy przychylnych obecnemu "reżimowi" mediów.

Przypuśćmy, że mamy jakąś liczbę imigrantów ośrodkach, dostaliśmy pewne informacje od sojuszników, wybrano nowe władze. Czy wtedy Polska będzie w stanie zidentyfikować, z kim mamy do czynienia i podjąć działania?

Istnieją odpowiednie procedury prawne. Dana osoba jako niepożądana może zostać wydalona z terytorium Rzeczpospolitej. Oczywiście to wymaga czasu, a takim osobom przysługuje możliwość odwołania itd. To może spowodować, że przez jakiś czas zagrożenie będzie wysokie. Powtarzam, nawet jeśli służby zaczną działać sprawnie, racjonalnie i kompleksowo, to nie da się przy obecnym stanie służb wywiadowczych całej Europy wyeliminować realnego zagrożenia przeniknięcia tu terrorystów. Nie ma takiej fizycznej możliwości. Zbyt wielu imigrantów pochodzi z terenów, gdzie nie istnieje władza centralna.

Rozmawiał Jakub Jałowiczor