Rok temu na polskim rynku ukazała się wspaniała książka o założycielu Opus Dei, św. Josemarii Escrivie autorstwa wybitnego holenderskiego psychologa i psychoterapeuty Gerarda van den Aartwega pt. „Święci się nie skarżą. Dojrzałość ludzka na przykładzie św. Josemarii Escrivy”. To studium bardzo poruszające, gdyż holenderski psycholog bada postać Świętego przez pryzmat psychologii. Mamy więc do czynienia z analizą życia św. Josemarii w kontekście wiedzy naukowej. Aardweg kładzie duży nacisk na rozwój osobowy św. Josemarii poprzez relację z jego ojcem. Wynika z tego niesamowity obraz osobowościowy twórcy Opus Dei, jak również wyłania się postać naprawdę święta i pełna nowoczesnego stylu. To co nadprzyrodzone wiąże się z tym co ludzkie. W czasach mylnych wyobrażeń na temat kim jest ojciec i matka, czy mężczyzna i kobieta tak mocno wskazuje się w tej książce na Ojcowskość Boga.
Autor analizując życie i rozwój osobowy świętego Josemarii zestawia je ze współczesnym dekadentyzmem i zmierzchem kultury europejskiej. Dlatego czytając o życiu św. Escrivy mamy również możliwość odniesienia tego wszystkiego do naszych czasów i skonfrontowania z naszymi wyobrażeniami. Książka jest fascynująca też z innego powodu: prowadzi nas do przewartościowania naszych własnych doświadczeń i ukazania nam prawdziwego sensu bycia powołanym do świętości, na wzór św. Józefa i św. Maryi.
Gerard van den Aardweg kładzie mocny akcent swojej książki na fundament Dzieła Bożego jakim jest uświęcenie pracy i duchowość świecka. Przypomina całą historię tworzenia się duchowości świeckiej. Posługuje się przy tym słowami samego św. Escrivy, jak również dokumentami, wypowiedziami świętych i Papieży, by pokazać głębię i źródło duchowości świeckiej, która dopiero dzięki Soborowi Watykańskiemu II stała się czytelna. „Odrzuć daleko ową rozpacz, która wynika ze znajomości własnej nędzy – mówił św. Josemaria – To prawda, że pod względem możliwości finansowych jesteś zerem…pod względem swego prestiżu społecznego – również - … pod względem cnót – kolejnym zerem i jeszcze jednym zerem – pod względem posiadanych talentów. Ale przed tą nicością znajduje się Chrystus. I jakże ogromną liczbę daje to w sumie!”. Przed takimi wypowiedziami nie można przejść obojętnie. Trzeba się zatrzymać i zrozumieć sens swojej pracy i postawy jako świecki, jako mąż, żona, samotnik, jako grzesznik ukochany przez Boga.
W dzisiejszym świecie należy przypominać główną naukę Opus Dei, jaką jest świętość każdego człowieka: powołanego do życia zakonnego, do małżeństwa bądź do samotności. Wielu z nas do dziś uważa, że by zostać świętym trzeba się wycofać do klasztorów bądź z życia codziennego. To nieprawda. I o tym przypomina ta książka. Można powiedzieć, że takie myślenie jest grzechem zaniedbania. Jan Paweł II pisał: „Niegdyś odnowa Kościoła szła poprzez zakony. Tak było w okresie po upadku cesarstwa rzymskiego (benedyktyni), tak było w średniowieczu (ruch zakonów żebraczych: franciszkanów i dominikanów), tak było w okresie poreformacyjnym (jezuici) oraz w wieku XIX (dynamiczne zgromadzenia misyjne jak werbiści, salwatorianie, a przede wszystkim salezjanie). Dziś odnowa spoczywa w istotnym stopniu na ludziach „świeckich żyjących w małżeństwie i pracujących w różnych zawodach”.
Św. Josemaria Escriva jest więc duchowym ojcem nowej świętości w czasach nam współczesnych: świecka świętość jest na równi ze świętością zakonników. Prawda ta wciąż niestety, jak pisałem, nie jest zrozumiana przez świeckich, jak również przez duchowieństwo. Dlatego ustawicznie trzeba powtarzać o tym i krzewić Dzieło Boże (Opus Dei). Na koniec chciałbym zacytować słowa św. Josemarii odnośnie cech osobowych „kandydatów do świętości”: „Nie pasują do nas egoiści, tchórze, ludzie niedyskretni, pesymiści, gnuśni, głupi, próżniacy, nieśmiali oraz lekkomyślni. Pasują: chorzy, wybrani przez Boga oraz wszyscy ci, którzy mają wielkie serce, choćby największe były ich słabości”. Czyż nie jest to perfekcyjna diagnoza współczesnej ludzkiej świadomości, tonąca w próżni życia bez Boga? Aardweg potrafił napisać książkę o św. Josemarii Escrivie dlatego, że sam bohater był człowiekiem perfekcyjnie znającym ludzką osobowość i psychikę człowieka. Wiedział, że Bóg powierzył mu dzieło stworzone z myślą o uświęceniu świeckich członków Kościoła Katolickiego.
Sebastian Moryń

