Nieopodal świdnickiego rynku znajdują się dwa sklepy, których wystawiony w oknach asortyment wzbudza zainteresowanie nie tylko dorosłych, do których jest skierowany. Sex shopy przy ul. Długiej i Budowlanej chwalą się szeroką gamą produktów – od bielizny przez sztuczne penisy, po poduszki w kształcie piersi. W przeciwieństwie do innych tego typu lokali w mieście, nie mają zasłoniętej witryny. Jest ona ogólnie dostępna, także dla dzieci, które w obu przypadkach, idąc do położonych w sąsiedztwie szkół, mijają te sklepy.

Nie podoba się to ponad setce Świdniczan, którzy wysłali do Prokuratury Rejonowej zawiadomienie o ewentualności popełnienia przestępstwa przez właścicielkę sex shopów. Przez eksponowanie w witrynie sklepu seksualnych zabawek, narażają dzieci na styczność z nimi. - W ocenie zawiadamiającego zachowanie domniemanego sprawcy wyczerpuje znamiona przestępstwa określonego w art 202 § l i 2 kk, albowiem osoba ta niewątpliwie prezentuje małoletnim treści pornograficzne lub udostępnia im przedmioty mające taki charakter albo rozpowszechnia treści pornograficzne w sposób umożliwiający takiemu małoletniemu zapoznanie się z nimi – pisali w zawiadomieniach przerażeni rodzice. Choć pierwotnie była to spontaniczna inicjatywa, w jej rozwój włączyło się lokalne Stowarzyszenie „Rodzice-Rodzicom”.

Dziecięce pytania bez odpowiedzi

- Najbardziej dotykają mnie pytania, na które nie ma dobrej dla 10, czy 12-latka odpowiedzi – mówi portalowi Fronda.pl mama czwórki dzieci, Urszula Dziedzic. - Rozmawiamy z dziećmi o seksie, ale trudno im wytłumaczyć, dlaczego na witrynie sklepowej stoją tego typu „zabawki” - dodaje.

- Rozmawiałam ze znajomymi o tym, że nie odpowiadają mi te witryny. Okazało się, że mają już przygotowane pismo, które zamierzają wysłać do prokuratury i że zachęcają do tego także swoich znajomych. To było dla mnie rozwiązanie sytuacji, w której obawiałam się, że nie mogę nic na to poradzić – mówi Urszula Dziedzic.

Pierwotnie autorzy pisma chcieli, by zawiadomienie wysłało około 10 osób. Jednak okazało się, że gdy zaczęło ono krążyć po domach Świdniczan, dokumentów zrobiła się ponad setka. Wtedy sprawa trafiła do prokuratury. Badanie sprawy rozpoczęła ona od przesłuchiwania wszystkich osób, które złożyły zawiadomienie.

„Czy uległa siostra nadmiernemu pobudzeniu?”

- Okazało się, że prokurator zamiast wystąpić do właściciela sex shopu o zasłonięcie witryny, wystąpiła przeciwko nam, sprawdzając między innymi, czy rzeczywiście to my podpisaliśmy się pod tymi pismami – mówi portalowi Fronda.pl oburzony sprawą Sławomir Kaptur, który także wysłał zawiadomienie. - Dlaczego nie wystarczyło przesłuchanie dwóch, czy trzech osób, a trzeba rozmawiać od razu ze wszystkimi? - dziwi się.

Także Urszuli Dziedzic nie podoba się podejście prokuratury. Nie ma co prawda żadnych zastrzeżeń co do zachowania funkcjonariuszy policji, którzy ją przesłuchiwali, ale dziwi się zadawanym przez nich pytaniom. - Miałam wrażenie doszukiwania się drugiego dna. Dopytywali się o to, jakie dzieci, prócz moich widziały tę wystawę, tak jakby słowa moich nie wystarczyły – twierdzi. Sławomir Kaptur dodaje, że padały pytania o definicję erotyki i pornografii. 60-letnią zakonnicę zapytano, czy widząc tę wystawę, nie „uległa nadmiernemu pobudzeniu seksualnemu”.

„Musimy trzymać się litery prawa”

Prowadząca sprawę prokurator Beata Piekarska-Kaleta odmówiła udzielenia telefonicznego komentarza i odesłała nas do rzecznik prasowej prokuratury okręgowej w Świdnicy. - Trwają obecnie przesłuchania, próbujemy także ustalić osoby małoletnie, które mogły zostać poszkodowane - mówi portalowi Fronda.pl Ewa Ścierzyńska. Dodaje, że o tym, czy konieczne jest przesłuchiwanie wszystkich - jak przyznaje, ponad stu osób, które złożyły zawiadomienie - decyduje prokurator prowadząca.

- Musimy mieć pewność, że treści pornograficzne rzeczywiście były prezentowane osobom nieletnim. To przecież pojęcie bardzo nieostre – tłumaczy rzecznik. - Ponadto ten przepis karny nie dotyczy narażenia na kontakt z pornografią, ale udostępniania jej osobom nieletnim. Prokuratura musi trzymać się litery prawa – dodaje. Tłumaczy też, że w komentarzach prawniczych treści pornograficzne to treści, które mają wywołać podniecenie seksualne u odbiorcy, stąd takie, a nie inne pytania stawiane na przesłuchaniach.

Osoby, które złożyły powiadomienia zaznaczają, że nie walczą z sex shopami jako takimi, ale z przypadkami, w których na witrynie sklepu widoczne są seksualne zabawki. – One są dla ludzi, ale ważne jest, by nie miały do nich dostępu dzieci i osoby dorosłe, które tego sobie nie życzą – mówi nam Sławomir Kaptur.

Stefan Sękowski

</p