Zaremba nie ukrywa, że ten światopogląd się zmieniał (przynajmniej w powierzchownym widzeniu). Zaczęło się od mocnego sprzeciwu wobec katolicyzmu politycznego w wydaniu ZChN (który był krytykowany za to, że - zdaniem Jarosława Kaczyńskiego - jest „najlepszą drogą do dechrystianizacji Polski”) i bardzo, ale to bardzo ostrożnych deklaracji w sprawie aborcji (warto przypomnieć, że Lech Kaczyński nie przyszedł w ogóle na głosowanie w sprawie ochrony życia, by nie pokazać, że ma odmienne niż katolickie poglądy w tej sprawie, a w 1991 roku podczas spotkania z pracownikami BBN zaprezentował całą gamę wątpliwości przeciw zakazowi zabijania, związanych z „godnością kobiety”). Jarosław był w tych kwestiach bardziej zgodny z nauczaniem Kościoła, ale – jak wskazuje Zaremba – „mając do wyboru jego (czyli LK) wątpliwości i niesłychanie twardy język takich posłów OKP jak Niesiołowski, Jurek czy Łopuszański, zapewne wybierał Lecha, a wraz z nim atmosferę inteligenckiego Żoliborza”.

I taką postawę zachowywał Jarosław Kaczyński (a jeszcze bardziej Lech) przez wiele kolejnych lat. Próbowali oni zbudować silną, antykomunistyczną, nie-endecką centroprawicę (a w zasadzie centrum) dla ludzi, którzy cenią Kościół za zasługi historyczne, ale nie do końca podzielają jego poglądy. Zwrot w kierunku bardziej katolickim nastąpił zaś dopiero, gdy okazało się, że liczba wyborców partii wymarzonej przez Kaczyńskiego jest niewystarczająca do przejęcia władzy czy choćby zbudowania twardej opozycji. I wtedy zaczął się flirt (trudny dla obu stron, ale też dla obu opłacalny) między PiS i samym Jarosławem Kaczyńskim (bo już nie Lechem) a Radiem Maryja.

Czy oznaczał on realną zmianę poglądów Jarosława Kaczyńskiego? Zdaniem Zaremby jedno nie ulega wątpliwości: „Z wiekiem stosunek coraz starszego prezesa do toruńskiego radia staje się naprawdę ciepły”. A powodów jest kilka: po pierwsze dostrzeżenie, że nie da się wygrać wyborów bez Radia Maryja, a po drugie dlatego, że zaczęły podobać mu się „silne więzy łączące radiomaryjne rodziny” i wreszcie po trzecie dlatego, że „PiS nie ma właściwie za swoimi plecami innej, tak dobrze zorganizowanej grupy zwolenników”.

Te zmiany, i tu Zaremba pozostaje dość jednoznaczny, wcale nie muszą być interpretowane jako realna zmiana poglądów prezesa PiS. A dowodem na jej brak jest silna pozycja Joanny Kluzik-Rostkowskiej (zwolenniczki nie tylko zapłodnienia in vitro, ale także jakiejś formy konkubinatów jednopłciowych) w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. „Mogło to wyglądać – podsumowuje Zaremba – na podtrzymywanie dawnej solidarnościowej formuły wspólnoty politycznej, która obowiązywała w PC, a która zakładała zgodę wokół takich ogólnikowych idei jak antykomunizm, ale nie pełne ujednolicenie przekonań. Tylko że Kaczyński jest politykiem wytrawnym, wiedział doskonale, w jakich miejscach lokuje swoją sympatyczną znajomą i jakie inicjatywy będzie ona promować”. I dlatego trzeba zadać pytanie, czy w kwestiach polityki prorodzinnej Kaczyński nie jest jednak bliższy Kluzik-Rostkowskiej niż Kościołowi, a nie mówi tego wprost z przyczyn politycznych? Do takich wniosków doszli zwolennicy Marka Jurka i wystąpili z partii, tworząc własne ugrupowanie.

Na koniec jednak trudno nie zadać również pytania, które w książce Zaremby nie pada (a przynajmniej nie ma tam na nie odpowiedzi), a które jest niezwykle ważne dla oceny obecnej sytuacji politycznej. A brzmi ono tak: czy i na ile katastrofa smoleńska zmieniła podejście do kwestii religijnych Jarosława Kaczyńskiego? Bliscy współpracownicy mówią otwarcie, że oparcie po katastrofie znajdował on w katolicyzmie. Ale czy przełoży się to na konkretne decyzje polityczne, to wciąż pozostaje pytaniem otwartym, szczególnie jeśli przyjrzeć się bardzo wymijającym odpowiedziom na pytania bioetyczne, jakich udzielał prezes PiS podczas debat z Bronisławem Komorowskim.

Tomasz P. Terlikowski

Piotr Zaremba, O jednym takim. Biografia Jarosława Kaczyńskiego, Wydawnictwo czerwone i czarne, Warszawa 2010, ss. 422.

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »