To nie żart. Agata Bielik-Robson wieszczy wielką ofensywę prawicy. - Środowiska nieprawicowe kłócą się, jak zawsze, pisząc rozmaite listy otwarte – a tymczasem, że zacytuję klasyka, do Betlejem pełznie bestia, żeby się narodzić – oznajmia na łamach internetowego wydania „Krytyki Politycznej”.

- Ta bestia, jak każdy antychryst, uważa się za mesjasza, i jak każdy antychryst, jest mesjaszem fałszywym. Tak czy inaczej, animuje ją mesjański żar i w tym też sensie przypomina Behemota ze słynnej gigantomachii Thomasa Hobbesa, który najbardziej w świecie nienawidził wojen religijnych i dlatego obsadził fanatyków w roli demonicznej, państwo zaś, mające ten żar studzić, wyobraził sobie jako Lewiatana, czyli ulubione stworzenie samego Boga. Jednak polski Lewiatan rozkłada się na naszych oczach, zaś Behemot z PiS-owskiego piekła rodem rośnie w siłę z każdym dniem, organizując się i przejmując kolejne organizacje. Właśnie teraz zbehemocona rada miejska Wołomina, w całości już opanowana przez PiS, zadecydowała – całkowicie wbrew państwowemu prawu, ale kto by się w tej chwili tą „kupą kamieni” przejmował – że podległy jej szpital w ogóle nie będzie przeprowadzał aborcji. W ten sposób liberalne prawo do indywidualnej odmowy przeprowadzenia zabiegu aborcyjnego z powodów religijnych zamienia się w autorytarne prawo powszechne, które obejmie także i tych lekarzy niepowołujących się na klauzulę sumienia, którzy dotąd aborcje przeprowadzali. Jest to akt całkowicie bezprawny, ale polski Lewiatan jest teraz tak bezsilny, że Behemot rozkłada go na obie łopatki – napisała Bielik-Robson.

A dalej przekonuje, że lewica sobie nie radzi, że się rozdrabnia, że nie ma pomysłu. - Na prawicowe zwieranie szyków i zorganizowany pochód Behemota, odpowiadamy dziś całkowitą dezorganizacją i rozproszeniem. Nie chcę krakać zbyt kasandrycznie, ale za chwilę Behemot może pożreć wszystko i cały ten lewicowo-liberalny pozór życia w wielkim mieście okaże się wydmuszką bez żadnych społecznych podstaw. Za chwilę to, co miejska radykalna lewica uważa za oczywiste, ponieważ uwierzyła w akces Polski do liberalnej kultury Zachodu, może okazać się tylko mirażem, kolonialnym importem, który zostanie zmieciony przez siły dogłębnie antyzachodniej polskiej „naszości”. A wtedy wszystkie te spory, które dziś wydają się jej tak bezkompromisowe i ideowe, okażą się smętną, nikomu  do niczego nie potrzebną dysputą ofiar, politycznie przegranych i usuniętych do lamusa – podkreśla.

TPT/Krytykapolityczna.pl