Dotknięci na duchu

4 lipca 2009 r. ponad 200 talibańskich bojowników zaatakowało niewielką wysuniętą placówkę piechoty amerykańskiej w górach Afganistanu. Setka żołnierzy amerykańskich odpowiedziała ogniem.

Dwa dni później, gdy natarcie nie ustępowało, ks. Jason Hesseling, kapelan i major armii Stanów Zjednoczonych, został sprowadzony śmigłowcem wraz ze jego pomocnikiem sierżantem Patrickiem Nealem. Dwóch żołnierzy już wówczas nie żyło, a pozostali podupadli na duchu. Jednak nawet w cierpieniu, jak zauważył ks. Hesseling, Bóg działał.

Kapłan, wraz z sierż. Nealem i por. Robertem Doakiem z batalionu pomocniczego 725. brygady powietrznodesantowej, niedawno powrócił z rocznego pobytu w strefie działań wojennych w Azji Środkowej.

Ubrani w mundury polowe, w zaciszu biura przy kaplicy w Anchorage na Alasce, mężczyźni opowiedzieli o swoich doświadczeniach lokalnej gazecie „Catholic Anchor”.

Budzenie się wiary

- Po walce nie będziecie już tacy sami – wyjaśnił ks. Hesseling. Przez rok posługiwał żołnierzom w 13 placówkach w afgańskiej strefie wojennej. W centrum wojny sprawował Mszę, spowiadał, doradzał żołnierzom i udzielał ostatniego namaszczenia konającym. Jak zaobserwował kapłan, przeżywając kryzys wielu żołnierzy nagle zwraca się do Boga i rozpaczliwie poszukuje pomocy kapelana.

Dla sierż. Neala – katolika – przeżywanie śmierci wywołało większą ufność do Boga. W 83 batalionie chemicznym Neal spędził 6 miesięcy w Kuwejcie podczas inwazji na Irak i 14 miesięcy w Iraku z 509. batalionie piechoty, który zanotował spore straty w ludziach. Ostatnio stancjonował w Afganistanie, gdzie służył jako pomocnik ks. Hesselinga.

Moment próby

Por. Doak, również katolik, został odznaczony Brązową Gwiazdą, gdy stacjonował w Afganistanie. Przeżył tam chwilę próby, gdy zetknął się ze śmiercią kolegów. W Afganistanie odpowiadał za transport i bezpieczeństwo zaopatrzenia wojskowego na drogach między placówkami. Przed każdą misją prowadził grupową modlitwę, prosząc Boga o opiekę. Podczas jednego szczególnie trudnego zadania Doak szkolił swojego zmiennika, który dopiero co przybył.

- Wyruszyliśmy na bardzo długą misję i po drodze natrafiliśmy na kilka amatorskich ładunków wybuchowych, które miały wysadzić nasze zaopatrzenie – wyjaśnił oficer. Po dojeździe i szybkiej zmianie wyposażenia ruszyli w drogę powrotną do bazy. W drodze jednak doszło do wypadku drogowego, w którym ucierpieli afgańscy cywile. Doak z ekipą opatrzyli ich i udzielili im pomocy, na ile mogli. Mimo to kilku miejscowych zmarło.

Doak poczuł się winny ich śmierci i zaczął pytać się, dlaczego doszło do takiej tragedii. Dopiero po gorliwej modlitwie i kilku rozmowach z kapelanem Doak powiedział, że nauczył się ufać Bogu i uwierzył, że „macie Dobrego Pasterza, czuwającego nad światem”.

- Choć staramy się udawać, że mamy wszystko pod kontrolą – kontynuował – i choć ćwiczymy się i staramy się zminimalizować wiele czynników, ostatecznie życie i śmierć nie są w naszych rękach, i z pewnością jest to wielkie wezwanie, by wrócić do wiary, do ufności, że wszystko jakoś ułoży - dodał.

Podczas Mszy i rozmów ks. Hesseling pomaga żołnierzom zmagać się z głębokimi pytaniami wiary, jak na przykład, „Gdzie w tym wszystkim jest Bóg? Jak mógł do tego dopuścić? Dlaczego istnieje zło? Dlaczego przydarzyło się to mojemu kumplowi, a nie mnie?”

Ks. Hesseling mówi żołnierzom o różnicy między wolą pozytywną Boga, a jego wolą przyzwalającą – że Bóg nie chce cierpienia, lecz może na nie pozwolić, jeżeli może z niego wyniknąć dobro. – Modlitwa, rozeznawanie i wsparcie przyjaciół oraz wiara są niezwykle istotne, by znaleźć pokój w rozterce – powiedział kapelan.

Szukanie odpowiedzi

Jednak bez oparcia w wierze żołnierze mogą utracić duchową “pustynię” wojny. W obliczu śmierci niektórzy szukają jedynie odpowiedzi, a nie zwracają się do Boga – wyjaśnił ks. Hesseling. Wiedzą, że czegoś im brakuje, ale nie potrafią tego nazwać – powiedział Doak. Z takimi postawami spotkali się w górach Afganistanu. – To rodzaj środowiska przeżartego przez nerwicę frontową, ludzie rozmontowani emocjonalnie, szukający odpowiedzi na chybił trafił – próbował opisać ten stan kapelan. Doak przypisał go brakowi wcześniejszego przeżycia wiary lub długotrwałego wzrostu w wierze.

Przygotuj się na próbę

Jednak zwyczajność życia może też odwrócić człowieka od Boga – dodał Neal. Żołnierze bezpieczni w większych bazach i w po powrocie do Stanów mogą stać się nieczuli na skutek rutyny życia „od dziewiątej do piątej”. Codzienność może zagłuszyć pilność rzeczy wiecznych.

Aby pomóc żołnierzom utrzymać ducha, ks. Hesseling często opowiada historię por. Briana Bradshawa, katolika w 501. pułku piechoty spadochronowej. Dwa dni przed śmiercią w wyniku wybuchu amatorskiej bomby Bradshaw poprosił kapelana o spowiedź. Potem uczestniczył we Mszy i przyjął Komunię. - Gdy budzisz się rankiem, nigdy nie wiesz, co przyniesie dzień... zawsze powinieneś o to zadbać – powiedział ks. Hesseling. – Korzystaj z łaski, siły sakramentów, bo nigdy nie wiesz, kiedy nadejdzie czas próby – kończy.

MJ/Catholicnewsagency.com

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »