Fronda.pl: Możemy chwilę porozmawiać? Od razu zaznaczam, że kolega będzie nagrywał.

 

Św. Piotr: Wpuści się dziennikarzynę na niebiański salon, a ten łazi z tym mikrofonem i zawraca głowę. Was tu jest chyba w ogóle za dużo, jak byśmy wnikliwiej przejrzeli te wasze teksty, to byśmy tu mieli święty spokój, wszyscy byście się smażyli, o tam na dole.

Św. Paweł: Eh, wy pismaki, to nawet po śmierci nie możecie przestać.

 

Nie poradzę, dedlajn jest dedlajn, wywiad mi naczelnik kazał zrobić „na poniedziałek 29 czerwca, choćbym miał wyzionąć ducha”. No to robię. Tylu tu zacnych nieśmiertelników, ale Panowie to mi się najciekawsi wydają.

 

Piotr: Nie kokietuj, synuś.

 

Paweł: Cwany jest, ale będziesz musiał, Piotrze, zaostrzyć procedury na bramie.

 

Piotr: O tak, mikrofony będę zabierał. A jak nie, to fangę w nos.

 

Paweł: Bez przesady, tylko bez skandali. Przynajmniej nam tu żadnych ulotek nie zostawia.

 

Przejdźmy do rozmowy. Wiecie Panowie, za życia pracowałem w pewnym katolickim tygodniku…

 

Piotr: Trudno żebyśmy nie wiedzieli. Ale głowa do góry. Wpuściliśmy cię za osobiste zasługi, nie twoja wina, że na rynku pracy taka susza.

 

Nas w redakcji bardzo ciekawiła odnowa i ten metafizyczny dreszczyk, jaki się pojawia na myśl o soborze. Mnie to strasznie rajcuje nawet po śmierci. Więc o tym chciałbym porozmawiać. O takim przed i po. Z tego co mi wiadomo, Panom ta sprawa jest bliska. W pewnym momencie zaczęliście działać w duchu soborowej odnowy…

 

Piotr: Że co, proszę?

 

Paweł: Wiesz, Piotrze, mnie się zdaje, że jemu chodzi o Jerozolimę i nasze uzgodnienia.

 

Piotr: To co, Pawle, fangę mu w nos?

 

Paweł: Wstrzymaj się, Piotrze, chwilkę. Inaczej podejdziemy.

 

Piotr: Tak, w duchu posoborowym go podejdziemy.

 

Paweł: Ehm, ehm. Może Pan nagrywać. Oto mówię. A mówię, że tak zwany sobór i jego ustalenia są nam bliskie i w duchu braterskiej miłości chrzcimy kogo się da.

 

Piotr: Tak jest. Miejsca u nas dosyć. A Pan Nasz Umiłowany Jezus Chrystus sam zachęcał, coby nie tylko Żydów…

 

A przed soborem? Jak to było przed soborem? Czy baby klepały pacierze?

 

Piotr: Mówiłem ci, Pawle, że jak zaczniemy wpuszczać wiochę, to będzie problem. Wytłumacz mu to, bo mnie ręka świerzbi.

 

Paweł: Synu, gdyby tylko przed soborem baby klepały pacierze, to ja bym żadnego soboru nie chciał.

 

Piotr: A statystyki, które prowadzę, mówią same za siebie. Co trzeci trafia tutaj tylko dlatego, że jakaś – jak ty to mówisz – baba klepała za niego pacierz.

 

Ja też? Kto? Dlaczego? Po soborze?

 

Paweł: Pamiętasz tę malutką staruszkę z twojego bloku? Tę, która miała pinczerka i moherowy beret?

 

Taaaa. Raz mnie nawet tym pinczerem poszczuła.

 

Paweł: To z sympatii do ciebie. Gdybyś wiedział ile różańców za ciebie zmówiła, pokochałbyś jej pinczera, jak własnego.

 

Piotr: Bez niej by was tu tylu nie było. Pijaczka spod 16-tki pamiętasz?

 

Paweł: A tą szykowną blondynkę z drugiej klatki, która założyła welon u serafitek. Za każdą z tych osób się modliła. Klepała pacierze – jak ty to mówisz.

 

To piękne, oczywiście. Ta żarliwość i ta czystość wiary. Bałbym się jednak takiego prozelickiego ducha, bo jak mówi pewien arcybiskup metropolita…

 

Paweł: Ty nam tu żadnego arcybiskupa nie cytuj, pamiętaj, z kim masz do czynienia.

 

Piotr: Pawle, może jednak fanga?

 

Paweł: Szszsz, uspokój się, Piotrze. Załatwię to inaczej. A więc, młodzieniaszku, powiem krótko. Nagrywaj. Tu widzisz Piotra. Piotr ma klucze. Tu jest Niebo, niżej piekło. Jednych się tu wpuszcza, innych nie.

 

Ale taki podział, takie osądzanie, to jest sprzeczne z duchem soboru, takie agresywne wykluczanie jest, jak powiedział w jednym z wywiadów dla naszego tygodnika, ksiądz...

 

Paweł: Spokojnie, synuś, bo się udusisz z oburzenia. Niebo wprawdzie jest duże i dla każdego starczyłoby miejsca. Nawet karnet na basen znalazłby się tu dla wszystkich. Ale jakieś reguły trzeba zachować. Tutaj szefem ochrony jest Piotr. Stoi tu na bramce z instrukcjami od Szefa i pilnuje. Byle kogo nie wpuści, a szczególnie jest wyczulony na cwaniaków, co to na Ziemi sprzedają w swoich zinach różne głodne kawałki o Zbawieniu. Nie wyłączając zinów katolickich.

 

Piotr: Masa klientów nam w ten sposób odpada. Szef jest tak miłosierny, że chętnie wpuścił by wszystkich, ale przecież są pewne zasady. Zresztą, co ja tu będę moralizował. Ja tam tylko pilnuję i pytam, a kluczyki brzęczą.

 

Paweł: Kluczyki brzęczą i niektórzy nawet tego nie słyszą. Szerokim łukiem idą. Ja już sam nie wiem, co trzeba robić, żeby chcieli wszyscy. Najeździł się człowiek po świecie, gardło sobie zdzierał, źle skończył i nie wystarczyło, żeby niektórym przemówić do rozumu.

 

Piotr: Tak, nawet na promocje niewielu się załapuje. Nawet jak na rozrabiasz i trafiasz do czyśćca, możesz potem trafić do nas. Bylebyś chciał. Taki projekt. Niebo free – ktoś to tak posoborowo nazwał.

 

Paweł: Więc to nie podział. Jest promocja. Towar na ladę. Kto chce, niech bierze.

 

Piotr: A jak nie, to fanga w nos i do piekła!

 

Toż to awanturnictwo, którego w naszym tygodniku nie lubimy!

 

Piotr: A jak!

 

Paweł: Bo Kościół, zapamiętaj synuś, to awantura. Jeden wielki skandal. Jednych gorszymy, innych bulwersujemy.

 

Duch konfrontacji?

 

Piotr: I to na całego.

 

Paweł: A jak przestaniemy bulwersować i gorszyć, to będzie oznaczało koniec. Dobry lub zły. Dobry – jeśli przekonamy wszystkich. Zły – jeśli stracimy ikrę i przestaniemy zaskakiwać naszą prawdą.

 

Piotr: Myślałeś, że Zbawienie jest dla wszystkich? Że można je sobie kupić albo wymędrkować? A zatem fanga w nos!

 

Paweł: Fanga!

 

Dobrze, dobrze, już dobrze. Ja to wszystko przecież rozumiem, to taka dziennikarska maniera, że muszę udawać sceptyka.

 

Piotr: No pewnie, że rozumiesz. Inaczej by cię tutaj nie było.

 

 

Rozmawiał Maku, mikrofon trzymał Laturra

 

Ważne lektury:

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »